

PECTUS powstał wiosną 2005 w Rzeszowie. Został finalistą 44 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej "Debiuty" Opole 2007, oraz zdobywcą Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Piosenki "Carpathia Festival" Rzeszów 2006.
Kolejne nagrania zespołu powstają przy współpracy z producentem Tomkiem Bonarowskim.
W sierpniu 2008 Pectus z piosenką "To, co chciałbym Ci dać” zdobywa SŁOWIKA PUBLICZNOŚCI podczas Sopot Festival.
27 lutego 2009 roku ukazuje się debiutancki album grupy, zatytułowany po prostu „Pectus”. Jest dopracowany pod względem brzmieniowym i kompozytorskim. Wszystkie kompozycje i teksty są autorstwa Tomka Szczepanika, natomiast producentem płyty został Jasiek Kidawa.
Kolejny singiel „Jeden moment” króluje na wszelkich listach przebojów i zajmuje pierwsze miejsce wśród polskich przebojów najczęściej prezentowanych w Radio w 2009 roku..
Rok 2009 okazał się dla zespołu bardzo szczęśliwy. Podczas 46. Sopot Festival 2009, zespół Pectus odebrał Złotą Płytę za debiutancki album, który od dnia premiery sprzedał się w ponad 15 tysiącach egzemplarzy. W czerwcu tego roku podczas Opolskiego Festiwalu w konkursie PREMIER Pectus za piosenkę "Życie na dystans" otrzymał Brązową Premierę. Opolski Festiwal przyniósł również Superjedynkę w kategorii Debiut Roku.
Rok 2010 obfituje w koncerty, jednocześnie zespół w swoim rzeszowskim studio pracuje nad drugim albumem..
20 lipca 2010 Pectus do stacji radiowych trafił singiel „Oceany” zapowiadający nową płytę. Piosenka bardzo szybko wspina się na krajowej i regionalnej liście Airplay Chart. Śmiało można już powiedzieć, że szykuje się kolejny przebój.
24 września ukazał się drugi album zespołu Pectus, zatytułowany „Stos praw”.
Zawiera 11 autorskich kompozycji. Nagrany został w Pectus Studio w Rzeszowie i Studio Hendrix w Lublinie. Za realizację i mix odpowiedzialny jest Sławomir Gładyszewski, natomiast za mastering Leszek Kamiński.

Edycja specjalna płyty „9”, z której pochodzą takie przeboje jak: „To co na zawsze”, „Dobry czas” czy „Nie daj mi odejść”. Zespół postanowił wydać wzbogacona wersję o płytę DVD, na której znajdą się 3 teledyski, 30 minutowy Film ‘making of’ z trasy koncertowej 2010 oraz nagrania koncertowe.
Tracklista CD:
1. Z dnia na dzień
2. Mój Bóg
3. To co na zawsze
4. Szczęście
5. Dobry czas
6. Spróbuj
7. Nie daj mi odejść
8. Żyję
9. Dlaczego nic
10. Druga Miłość
11. Apetyt
DVD:
Teledyski: „To co na zawsze”, „Dobry czas”, „Nie daj mi odejść”, „Venus”, „Parę Chwil”
30 minutowy film z trasy koncertowej 2010
3 nagrania koncertowe: „Walcz”, „Nadzieja”, „Szczęśliwego NY”

RE - MURPED, premiera 28 maja
„RE-MURPED!” to zaskakująca propozycja zarówno dla fanów Heya, jak i miłośników muzyki elektronicznej i klubowej. Piosenki znane z krążka „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” zostały zremiKsowane przez takich Artystów jak Smolik, Fox, Bueno Bros, Mosqitoo i innych.
Zespół, zaskoczony niezwykle wysokim poziomem remiksów zdecydował się wydać je wszystkie na albumie 2 CD, a nie 1CD jak pierwotnie planowano.
„RE-MURPED!” to bardzo oryginalna propozycja, wobec której nie można przejść obojętnie!
Tracklista „RE-MURPED” wygląda następująco:
CD 1
VANITAS – BUENO BROS
PIERSI ĆWIERĆ - GITBIT PAPILOT
CHIŃSKI URZĘDNIK – BUENO BROS
MIŁOŚĆ! UWAGA! RATUNKU! POMOCY! - SMOLIK
STYGNĘ - BUENO BROS
BOJĘ SIĘ – LOCO STAR
KTO TAM? KTO JEST W ŚRODKU - BUENO BROS
NIE WIĘCEJ - RAWSKI
CD 2
VANITAS - MOSQITOO
PIERSI ĆWIERĆ - FOX
MIŁOŚĆ! UWAGA! RATUNKU! POMOCY! - AGIM
NIE WIĘCEJ – PABLO KRAWCZYK
MIŁOŚĆ! UWAGA! RATUNKU! POMOCY! - PLASTIC
STYGNĘ – PABLO KRAWCZYK
BOJĘ SIĘ – BUENO BROS
KTO TAM? KTO JEST W ŚRODKU – BOYA CHILE
NIE WIĘCEJ - GIENIA
FAZA DELTA - MARCIN BORS

„Majka” – historia miłości z pozoru niemożliwej w pięknej, krakowskiej scenerii. Serial emitowany na antenie TVN od stycznia 2010 roku opowiada o losach młodej dziewczyny bez pamięci zakochanej w fotografowaniu. Jej zaplanowane życie zmieniło się w jednej chwili. Los, bowiem postanowił spełnić jej pragnienia na swój sposób, by dać dużo więcej ponad to, co sobie wymarzyła. Taka jest historia „Majki, której przeznaczenie, wbrew jej oczekiwaniom, dało szansę na wielką miłość…
Czy znacie piosenkę wiodącą „Nie pytaj” z serialu „Majka”, w wykonaniu Ali Boratyn (oryg. Porque te vas)? Ona już jest hitem! Odnotowano pół miliona odsłuchań na youtube.Utwór jest w czołówce najchętniej ściąganych piosenek w Muzodajni. Na tej składance znajdziecie jeszcze 4 piosenki Ali, w tym ‘sms’, który możecie usłyszeć na końcu każdego odcinka serialu.
Muzyka zawarta na tej płycie to zbiór piosenek młodych wykonawców z przeznaczeniem dla takich samych odbiorców. Florence & The Machine, La Roux czy Yeah Yeah Yeahs, to Artyści, których piosenki gościły na Listach Przebojów mimo lekko alternatywnego charakteru.
Tracklista:
1. ALA BORATYN - NIE PYTAJ MNIE
2. FLORENCE & THE MACHINE – YOU’VE GOT THE LOVE
3. ALA BORATYN - JUŻ PRZESTAŁAM
4. LA ROUX – BULLETPROOF
5. ALA BORATYN - OSTATNI RAZ
6. KLAXONS – GOLDEN SKANS
7. ALA BORATYN - WIESZ O CZYM MÓWIĘ
8. MANDO DIAO – DANCE WITH SOMEBODY
9. PLASTIC – SILLY GIRLS
10. YEAH YEAH YEAHS – ZERO
11. ALA BORATYN – SMS

Znamy ją jako głos i twarz zespołu Goya – z mnóstwem przebojów na koncie (m.in. „Smak słów”, „Tylko mnie kochaj”, „W zasięgu Twego wzroku”) i pięcioma bestsellerowymi albumami. Ale Magda Wójcik ma do powiedzenia znacznie więcej. „Utkane z wyobrażeń” – to tytuł jej pierwszej solowej i w pełni autorskiej płyty. „Nie ukrywam, że dopingowała mnie ambicja” – mówi ze śmiechem o pomyśle na własny album. „W Polsce wokalistki postrzega się wyłącznie jako osoby śpiewające, a ja od zawsze komponuję i piszę teksty, a od jakiegoś czasu zajmuję się też produkcją i innymi aspektami tworzenia muzyki... Znam swoją wartość, ale teraz chcę to wyraźnie pokazać światu”. Ważna była poza tym chęć zagospodarowania kreatywności: „Między kolejnymi płytami zespołu Goya nasze studio stoi wolne. Żal byłoby go nie wykorzystać, skoro nie ma problemu z pomysłami... Mnie nie wystarcza, że ukazuje się płyta Goyi, jest promocja, a potem niewiele się dzieje. Cały czas odczuwam potrzebę, żeby coś tworzyć, bo sprawia mi to po prostu wielką przyjemność”.
Dlaczego nie kolejna płyta Goyi? – mógłby ktoś zapytać, słysząc znajomą, ciepłą barwę głosu. Magda nie zamierza uciekać od porównań. „Nie da się ich uniknąć” – twierdzi. „Jest ten sam wokal co w Goyi, są podobne melodie, rozwiązania harmoniczne, bo tam też przecież piszę piosenki. Jednak gdy nad płytą pracują trzy osoby, to często nawzajem stopują się w swoich oczekiwaniach muzycznych, muszą dojść do kompromisu. Tu wszystko wychodziło ode mnie i kończyło na tym, co wymyśliłam”. Od pracy nad materiałem świadomie odsunął się Grzegorz Jędrach – muzyczny (i nie tylko) partner Magdy. „Grzegorz odpowiada tu za rzeczy typowo techniczne, jest realizatorem dźwięku. Ale produkcją zajmuję się ja: wiem jakie brzmienie chcę uzyskać, jak rozłożyć dźwięk, aranżowanie i produkcja utworów są dla mnie bardzo pociągające. Sama wymyśliłam partie wszystkich instrumentów, które wykonują różni muzycy, na całej płycie gram na klawiszach – to też nowość, bo na płytach Goyi robi to Rafał Gorączkowski. Odpowiadam za wszystkie ich brzmienia: od fortepianowych, przez partie smyków, po dziwne, ‘chemiczne’ rzeczy. Na gitarach gra Wiktor Tatarek, inny gitarzysta, bo Grzesiek ma pod palcami specyficzne brzmienie... Będą też męskie chórki, zaprosiłam kolegę, który dobarwi muzykę, sprawi że zabrzmi trochę inne pasmo”.
Janek Radwan to nie jedyny śpiewający mężczyzna pojawiający się na płycie. Album promowany jest przez utwór „Nie wymińmy się" – duet z Marcinem Rozynkiem. „Zależało mi na tym, żeby zaprosić artystę trochę outsiderskiego” – mówi Magda. „Marcin ma taki właśnie sposób śpiewania, frazowania. Poza tym znamy się od wielu lat, lubimy się... Nie chciałam tylko, żeby to był utwór o miłości. Niezręcznie bym się czuła śpiewając o tym w duecie z mężczyzną który ma swoją rodzinę. Powstał tekst o poszukiwaniu człowieka przez drugiego człowieka w tym zabieganym świecie. Czasami tylko się mijamy i dużo tracimy nie poznając kogoś dokładniej”. Pod względem muzycznym piosenka nawiązuje do najlepszej tradycji kompozytorskiej, co podkreśla klasyczna aranżacja wzbogacona akordeonem Mikołaja Majkusiaka.
Nie znaczy to, że album zamyka się w obrębie stylowej muzyki pop. Magda dba o zaskoczenie słuchacza. Utwór „Weszło mi w krew" zwraca uwagę atmosferą niczym ze starych filmów sensacyjnych. „Pierwsze były smyki, one pociągnęły za sobą aranż utworu” – wspomina kompozytorka. „Wiedziałam już, że będzie miał bondowski klimat. A skoro tak, to tekst musiał być przewrotny, tajemniczy, szpiegowski”. Zupełnie odmienny klimat znajdziemy w „Halo, ziemia”. „Pierwszym i najważniejszym motywem jest tu chemiczny, pulsujący bas” – mówi Magda. „On narzucił piosence nowoczesny charakter. Słuchając kolejnych kawałków nie da się jednoznacznie powiedzieć, w jakim stylu jest płyta. W jednym utworze pojawiają się brzmienia lat 60., 70., a w innym jest nowocześnie. Ten album to miks różnych fajnych dźwięków, które mnie inspirowały, spojonych przez element wokalu”. Sporo emocji powinien dostarczyć utwór „Latawiec”, w którym partie liryczne przeplatane są drapieżnymi, rockowymi gitarami: „To kolejny wyróżnik albumu: w zespole Goya utwory sobie płyną, mają mniej więcej równą formę, a tu jest więcej akcentów dynamicznych. Najlepiej ujął to Marcin Rozynek: ‘Słyszę, że Magda gra bardziej męsko, niż z chłopakami w zespole’. Coś w tym jest” – śmieje się Wójcik. I dodaje, że w tego typu piosenkach pokazuje też trochę inne oblicze tekstowe: „To utwór o toksycznej miłości, kobiecie uwięzionej i nie chodzi o uwięzienie fizyczne, tylko uzależnienie od mężczyzny. Tekst nie mówi bezpośrednio o mnie, ale coraz bliższe są mi obserwacje ciemniejszych stron związków, życia. Jestem już kobietą dojrzałą, przeżywającą zarówno chwile uniesień, jak wahań i rozterek. Staram się wykorzystywać te wyrywki z życia codziennego w twórczości”.
W utworze „Dobrze, dobrze” można się doszukać związków z początkiem kariery Magdy, gdy z gitarą lub fortepianem wykonywała tzw. piosenkę poetycką. „Jestem dumna z tamtej twórczości, mimo że była trochę banalna i mało profesjonalna” – deklaruje wokalistka „Ten utwór ma coś z tamtego klimatu, jest jakaś ciągłość, choć oczywiście jest znacznie bardziej rozbudowany, słychać że zrobiłam duży postęp”. Warto przy okazji wspomnieć, że Magda już w 1993 roku opublikowała „solową” kasetę, zatytułowaną „Tłuczone szkło”. Najbardziej zagorzali fani będą niedługo mogli posłuchać tego materiału: „Nie uciekam od tamtych piosenek. Jeśli ma się siedemnaście-osiemnaście lat i kilkanaście własnych utworów w repertuarze, to raczej można się chwalić. Ta kaseta, nagrana dzięki zespołowi Stare Dobre Małżeństwo, w ich studiu, jest świadectwem mojego rozwoju muzycznego. Być może udostępnię ją w jakiejś formie po odświeżeniu dźwięku”.
Taki dorobek to nic dziwnego, bo Magda Wójcik komponuje i pisze teksty od najmłodszych lat: „Przełomem było pojawienie się w domu pianina. Miałam wtedy kilka lat i zupełnie naturalnie siadałam przy nim i coś wystukiwałam. Najpierw zasłyszane melodie, później sama zaczęłam je układać... Potem były różne zespoły w moim rodzinnym mieście, Krasnymstawie. I te ostrzejsze – bluesowo-rockowe, i wokalne – śpiewałam na przykład w dziewczęcym zespole w którym nauczyłam się utrzymywać w dźwięku, tworzyć harmonie”. Wena nie opuszczała wokalistki w czasie działalności zespołu Goya, z którym związana jest od 1995 roku. Nie inaczej jest teraz. „Nigdy nie odkładam utworów do szuflady” – deklaruje. „Uważam, że po czasie piosenki tracą, więc wolę tworzyć je na bieżąco. Tak powstał materiał na solową płytę. Nie zastanawiałam się czy piosenki będą bardziej pasowały do Goyi czy nie, tylko tworzyłam je na bieżąco”.
Fanów Goyi można uspokoić. Grupa ma się dobrze i wróci z nowa płytą, gdy świat zdąży oswoić się z „Utkane z wyobrażeń”. „Dostałam pełne wsparcie ze strony zespołu, grzechem byłoby nie wykorzystać możliwości, jakie mamy. To kolejny etap w moim życiu, mam nadzieję że da słuchaczom tyle radości, co mi” – mówi Magda.

Paris Indie Club
Premiera 26 lutego 2010.
PARIS INDIE CLUB to nowa kompilacja oraz cykl koncertów zaplanowanych na cały 2010 rok. To marka, która kojarzyć się ma z najciekawszymi artystami, którzy pojawili się i zatrzęśli paryską sceną muzyczną zdobywając międzynarodowe uznanie. Nie chodzi tu nawet stricte o muzykę francuską, a przede wszystkim o artystów tworzących trendy muzyczne w stolicy Francji.
Na płycie znajdzie się pop dla bardziej wymagającego, świadomego słuchacza, który śledzi trendy na światowym rynku muzycznym i nie tylko, ale również elementy muzyki electro, alternative country, avant pop, urban music, trip hop, czy indie rock. Album prezentuje zarówno znane już zagranicą, gorące nazwiska sceny europejskiej, o których głośno będzie za chwilę w Polsce , jak i doskonale znane międzynarodowe gwiazdy jak Emanuelle Seigner, Sebastian Tellier, Air, Feist czy M83.

Odjazd
Premiera 13 listopada 2009.
Dwupłytowy album „Odjazd”, który ukazał się 13 listopada to kolejny owoc współpracy Renaty Przemyk z poetką Anną Saraniecką.
Pierwsza płyta to domowa wersja nagrań ze studia Renaty - w całości zagrana przez nią samą.
Techniczną obróbka i zgraniem zajął się Piotr Lala Lewicki (Pudelsi, Homo Twist).
Druga płyta to efekt współpracy aranżacyjnej i produkcyjnej Renaty, Leszka Łuszcza (Maria Peszek, Wilki) oraz wybitnego pianisty- solisty Sebastiana Bernatowicza.
To niecodzienne rozwiązanie jest zapisem ewolucji piosenek, możliwości ich traktowania, prawdy o twórczym procesie - a słuchaczowi daje wybór, bo z pewnością jedna z tych wersji bardziej przypadnie mu do gustu.
Piosenki, które znalazły się na tej płycie napisane zostały z myślą o spektaklu pod tym samym tytułem.
W warstwie literackiej zarówno ironicznie jak i refleksyjnie opowiadają o wewnętrznym świecie współczesnego ”okularnika” – między innymi o jego rozterkach, rozmyślaniach dotyczących przeszłości, problemach z akceptacją rzeczywistości i o miłości romantycznej.
W warstwie muzycznej zaś piosenki te są powrotem do korzeni artystycznych Renaty- akustyczne instrumenty, duży ładunek energetyczny, melodyjne kompozycje, proste brzmienia spaja czasem subtelny, a czasem post punkowy, charakterystyczny wokal.
Płytę promuje singiel „Odjazd”.
Foto E.Schonfeld

"9"
Premiera 30 października 2009
„9”. Po prostu. Zespół IRA nie musi szukać dla nowej płyty wymyślnych tytułów. Robi swoje. Przygotował zbiór kompozycji w natychmiast rozpoznawalnym stylu: gitarowych, ale z dyskretnymi ozdobami aranżacyjnymi, nie tracących rockowego nerwu, acz niezwykle przebojowych... „Gramy ponad 20 lat, to jest dziewiąta studyjna płyta, spróbowaliśmy zsumować dotychczasowe doświadczenia” – mówi wokalista, Artur Gadowski. „W każdym utworze pojawiają się jakieś dodatkowe elementy, ale są schowane, zmiksowane z gitarami. Chodzi o proporcje. Staraliśmy się, żeby te elementy były, lecz nie dominowały w aranżacjach – bardziej się je czuje, niż słyszy, dodają smaku. Na koncertach i tak zabrzmi to trochę inaczej, mocniej”.
Zespół wrócił do duetu producenckiego, który odpowiadał za płytę „Ogień” – Sebastian Piekarek i Marcin Trojanowicz. „Tamtą płytę uważamy za najlepiej nagraną, najlepiej brzmiącą” – deklaruje Artur. „Bardzo dobrze brzmiały gitary i bębny, a o to nam głównie chodziło. Ważne też było wzajemne zaufanie: od lat się z Sebastianem i Marcinem znamy, przyjaźnimy, razem graliśmy... Wiedzieliśmy, że możemy producentów zostawić samych i nie zrobią krzywdy nagraniom”. Pierwsze partie zostały zarejestrowane na przełomie 2008 i 2009 roku. Praca trwała do sierpnia. „Przy wyborze studia kierowaliśmy się brzmieniem” – opisuje proces Gadowski. „W Hendrixie, w Lublinie, świetnie brzmi sekcja: bębny i bas. Potem, w studiu mieszczącym się w warszawskim Teatrze Buffo, nagraliśmy gitary, wokale, a później już była dalsza zabawa z aranżem”.
Sebastian Piekarek oprócz obowiązków producenckich dostarczył też kilka kompozycji. Resztę skomponowali mniej więcej po równo muzycy zespołu. Wciąż są rozproszeni po kraju (Łódź, Warszawa, Kraków, Radom), więc proces twórczy przebiegał specyficznie, internetowo: „Używamy na swoich komputerach tego samego programu, więc każdy może nagrywać swoje partie w domu, położyć je na serwerze, a ktoś może ten ślad zdjąć i do niego zagrać. Tak dziś wygląda świat. Oczywiście przychodzi w końcu moment, gdy wszyscy spotykamy się w Radomiu i razem gramy materiał”.
Autorem wszystkich tekstów jest stały współpracownik grupy, Wojciech Byrski. „Mam teorię, że tekst zawsze w muzyce jest, trzeba go tylko wydobyć” – wyjaśnia Gadowski. „I on potrafi to zrobić, potrafi bardzo szybko. Jeśli nie mam akurat pomysłu, nie wygłupiam się, nie będę pisał za wszelką cenę tekstu tylko dlatego, żeby był mój. Lubię teksty Wojtka, mogę się z nimi utożsamić”. Od razu zwraca uwagę optymistyczny, lżejszy niż na poprzedniej płycie przekaz. „Jest tu więcej optymizmu, bo w nas jest więcej optymizmu” – przyznaje wokalista. „Przestaliśmy się przejmować tym, co robią politycy, czy właściwie efektami ich działań – jak na płycie ‘Londyn 08:15’”. Skupiliśmy się na naszych uczuciach, piszemy o stanie ducha w jakim jesteśmy. Tylko jedna piosenka, ‘Spróbuj’ trochę się odróżnia, nawiązuje do tego co ludzie piszą na forach internetowych... Może się ktoś zastanowi”. Poważne problemy słychać jeszcze w ostrzejszej propozycji, „Mój Bóg”. „To utwór Sebastiana, mocna rzecz, nieźle tam piłuję gardło. W tekście też jest mocno. Czasami zadajesz sobie pytanie, kim właściwie jest twój Bóg, skoro daje ci po łbie, a innych głaszcze”.
W pozostałych utworach dominuje refleksja nad miłością, międzyludzkimi relacjami, przemijaniem... Choćby w singlowym „To co na zawsze”. „Zdarza mi się spotykać na ulicy osoby, których nie widziałem bardzo dawno, ostatnio w podstawówce... Wydaje się, jakby minęło tysiąc lat. Czasami świetnie się rozmawia, a czasami brak jakiejkolwiek płaszczyzny porozumienia”. Zwraca też uwagę piękna ballada „Druga miłość”, z klawiszowym wstępem kojarzącym się z The Beatles. „Jestem fanów Beatlesów od zawsze. Mam winylowe oryginały wszystkich płyt” – mówi z ożywieniem Artur, który rzecz skomponował. „Nawiązanie w piosence jest oczywiste, nie ukrywam tego. Te klawisze nagrałem u siebie w domu jeszcze w fazie demo, okazały się dobre i zostały”. Echa akustycznej trasy, jaką grała IRA wiosną przedostały się natomiast do kompozycji „Szczęście”. Artur: „To piosenka Marcina Bracichowicza, jedna z pierwszych, dość długo czekała na zrobienie. Nie bardzo wiedzieliśmy jak do niej podejść... I nagle po trasie akustycznej nabrała lekkości, stała się fajna. Gitary akustyczne przeniknęły po tych koncertach również do innych utworów. Nie są dominującymi elementami aranżu, ale są”. Rozmachem aranżacyjnym imponuje „Zatrzymaj mnie”. „Uważam, że to najpiękniejsza piosenka na płycie” – deklaruje Gadowski. „Piotrek Konca przyjechał kiedyś do mnie do domu i mówi: Mam pomysł. Zaczął mi to nucić i odjechałem. Szybko zrobiłem demo – sam fortepian i wokal. Już w tej wersji, puszczane znajomym, robiło wrażenie. Potem dokładaliśmy kolejne elementy aranżacyjne, aż w pewnym momencie musieliśmy się powstrzymać, bo wyszłaby jakaś symfonia” – dodaje wokalista ze śmiechem. Ciekawostką jest nowa, gitarowa wersja piosenki „Dobry czas”, znanej z telewizyjnych Superjedynek. „Utwór jest ten sam, ale inaczej zmiksowany. Wszystko zostało, tylko zmienione są proporcje. Wtedy gitary były wycofane, teraz jest odwrotnie. I wszyscy myślą, że na nowo nagraliśmy piosenkę – O, mówią, śpiewasz teraz mocniej. Nic podobnego, to są te same ślady! Trochę sobie zażartowaliśmy”.
Muzyczna droga IRY zaczęła się w 1988 roku, w Radomiu. Zespół odniósł fenomenalny, ogólnopolski sukces na początku lat 90. Płyty „Mój dom” (1991), „1993” i koncertowa „Live”, osiągnęły nakład sięgający wielu tysięcy egzemplarzy. Grupa błyskawicznie awansowała do czołówki polskiego rocka. Pochodzące z tych albumów hity („Nadzieja”, „Mój dom”, „Bierz mnie”, „Wiara”) do dziś rozpalają publiczność na koncertach. W drugiej połowie dekady zmieniło się muzyczne oblicze. Płyta „Znamię" (1994) była ukłonem w stronę mocniejszych brzmień. Po wydaniu albumu „Ogrody” (1995) odszedł założyciel zespołu, gitarzysta Kuba Płucisz. Kilka miesięcy później IRA zawiesiła działalność. Kolejne lata to czas solowych sukcesów Gadowskiego. Dwie płyty, przeboje (np. „Ona jest ze snu”), udział w nagraniu hymnu na Igrzyska Olimpijskie w Sydney... Po epizodzie emigracyjnym zespół reaktywował się i w 2002 roku wydał album „Tu i teraz”. W 2004 roku ukazała się kolejna płyta, „Ogień” – zwrot w
stronę mocnego gitarowego brzmienia i powrót do muzycznych korzeni. Potem nastąpiły zmiany
składu: grupę opuścili gitarzyści Sebastian Piekarek i Maciek Gładysz. Zastąpił ich Piotr Konca, który wcześniej współpracował z formacją Spotlight i grupą towarzyszącą Magdzie Femme. W 2007 roku zespół opublikował album „Londyn 08:15”.
skład:
Artur Gadowski – śpiew
Wojtek Owczarek – perkusja
Piotr Sujka – bas
Marcin Bracichowicz – gitara
Piotr Konca – gitara

Miłość!Uwaga!Ratunku!Pomocy!
Premiera 23 października 2009.
Długo trzeba było czekać na nową studyjną płytę Hey. W tym czasie zespół wydał album z zapisem koncertu MTV Unplugged – świetnie przyjęty przez krytykę i publiczność (trzykrotna platyna). Był to zarazem rodzaj podsumowania dotychczasowej działalności, prowokujący do nowego otwarcia... Przynosi je „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Płyta, na której grupa wkracza w zupełnie nowe dla siebie rejony. „Hey nie składał ślubów odnośnie stylistyki, w jakiej będzie się poruszał” – deklaruje Katarzyna Nosowska, charyzmatyczna wokalistka grupy. „Od lat chętnie zapraszamy publiczność na imprezę, ale nie obiecujemy, że zawsze będziemy podawali te same trunki i potrawy. Bez publiczności bylibyśmy nikim, jednak elementarna uczciwość nakazuje podążanie za tym, co w danym momencie czujemy, a nie za oczekiwaniami z zewnątrz”. Wtóruje jej gitarzysta i współkompozytor większości materiału, Paweł Krawczyk: „To kwestia wewnętrznego imperatywu, czuliśmy że tak trzeba zrobić. Świat idzie do przodu, ludzie się rozwijają – i zespół też. Czasami skomponuję na gitarze jakiś fajny motyw, który brzmi tak klasycznie, że od razu wiem, że trzeba go czymś złamać. Na przykład bardziej elektroniczną sekcją. Zagranie go tradycyjnie nie byłoby niczym ciekawym, byłoby powielaniem przeszłości”. Muzycy sięgnęli więc po nowe brzmienia, starając się generować je w naturalny sposób. „To w dalszym ciągu jest praca moich rąk, tylko że czasami nie na akustycznym bębnie, tylko gumowym padzie” – mówi perkusista, Robert Ligiewicz. „Gramy na żywo, tyle że innymi brzmieniami”. Krawczyk z kolei opowiada o fascynacji klasycznymi instrumentami klawiszowymi (jak Moog czy Wurlitzer), a drugi gitarzysta, Marcin Żabiełowicz, o tym że liczne na płycie gitary czasem brzmią zupełnie niegitarowo. Na instrumentach klawiszowych grało w sumie kilka osób: obaj gitarzyści, producent albumu, a gościnnie Przemek Myszor (z Myslovitz) i Jarosław Jóźwik (Łąki Łan oraz UniSexBluesBand). Duże wrażenie robią partie wokalne. Wielogłosowe i wielowymiarowe w porównaniu z tym, co w Hey było dotychczas. Duża w tym zasługa nowego producenta, Marcina Borsa, który pracował z Nosowską przy jej solowej płycie „UniSexBlues” i albumie z piosenkami Agnieszki Osieckiej. „Nie ukrywa, że była osobą zachęcającą do tego, aby przynajmniej zakosztować współpracy z kimś innym” – opowiada wokalistka, która opracowała efektowne partie już na etapie domowych nagrań demo. „Byliśmy bardzo związani z Leszkiem Kamińskim. W momencie realizacji każdego nowego projektu był niemal członkiem zespołu. Wiedziałam jednak, że tym razem chcę nagrywać wokale z Borsem. Zrobiłam z nim dwie płyty i wiem, że on dysponuje jakimś tajemniczym zaklęciem, które potrafi wycisnąć ze mnie więcej, niż wydaje mi się, że potrafię. Rzeczy, które w domu były zaśpiewane spod żebra, po cichu, na płycie podane są z maksymalnym nakładem emocji. Pomyślałam, że Hey też zasługuje na to, żebym się otworzyła, bo dotychczas śpiewałam tu dwiema barwami”. Samo wykonanie to nie wszystko. Zwracają uwagę teksty. Bardziej poważne niż na wcześniejszych płytach Hey, bardziej refleksyjne... „Tak naprawdę uświadomiła mi to koleżanka, która też jest autorką” – wyznaje Nosowska. „Stwierdziła, że po raz pierwszy nie puszczam w tekstach oka. Że nie ma tu zabawy ze słowem, ironicznego podejścia do rzeczywistości i do samego pisania... Że są to teksty najnormalniej w świecie liryczne. Przez ostatnie cztery lata głównym motywem w moim życiu były emocje. Intensywne emocje. Emocje były motywem przewodnim – gdzie nie spojrzeć ludzie je przeżywali... Ta płyta stwarza możliwość, by rozliczyć się z emocjami, przyjrzeć im bardziej wnikliwie i spróbować je z siebie zrzucić”. Ktoś mógłby powiedzieć, że artystka zbliżyła się do swojej twórczości solowej, ale... To zupełnie inna rzecz. „Projekt solowy był przestrzenią, której potrzebowałam, by poruszać się w zupełnie dowolny, swobodny sposób, z innymi ludźmi” – wyjaśnia Katarzyna. „Wcale nie jest powiedziane, że ponieważ pierwsze płyty były elektroniczne, już zawsze będę eksplorowała pod szyldem solowym te rejony. Nie – tam mogę zrobić absolutnie wszystko. Nie jest powiedziane, że następnej płyty nie nagram radykalnie punkowej albo z bębnami tybetańskimi... Natomiast w zespole Hey jestem częścią zbioru ludzkiego. I trochę mnie nawet fascynuje całe zamieszanie, ludzie sami nie wiedzą jak mają to postrzegać”. Równie nietypowe jak zawartość „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” było miejsce nagrywania materiału. Zespół nie skorzystał tym razem z wiejskiego domu basisty Jacka Chrzanowskiego. Wybrał się do... Krainy Westernu. Kowbojskiego parku tematycznego nieopodal Warszawy. „To replika miasteczka z westernów wybudowana od podstaw w szczerym polu” – mówi Ligiewicz. „Przez cały sezon letni jest otwarte jako atrakcja turystyczna, a my nagrywaliśmy w kwietniu, gdy jeszcze nie było ogólnie dostępne”. Żabiełowicz: „Warunki mieszkaniowe są tam lepsze, niż u Jacka, i już na pierwszej wizji lokalnej stwierdziliśmy, że fajnie byłoby wybudować reżyserkę w saloonie, a nagrywać w sali biesiadnej”. Krawczyk: „Chodziło o totalną swobodę, o piękne miejsce na mazowieckiej równinie i że cały czas byliśmy razem, przez miesiąc razem mieszkaliśmy”. Nosowska nie towarzyszyła instrumentalistom. „Pojawiłam się tam dwa czy trzy razy... W Święta Wielkanocne przywiozłam pożywienie, poza tym zajmowałam się sprawami domowymi w Warszawie i pisałam teksty. Czekałam na swoje wejście, które – od początku to było dla mnie jasne – będzie miało miejsce we Wrocławiu”. W studiu Fonoplastykon Marcina Borsa wokalistka po raz pierwszy zjawiła się w maju. Swoje partie nagrała w trakcie kilkunastu sesji – ostatnia odbyła się w lipcu. Całość materiału była gotowa w połowie sierpnia 2009 roku. O tym, że jest inaczej świadczy już pierwszy singel, „Kto tam? Kto jest w środku?”, o tanecznym wręcz rytmie. „To piosenka, która nie weszła na płytę [sic!]” – mówi Krawczyk. „Z pierwotnej wersji został właściwie tylko temat od którego się zaczyna: kiedyś grany na gitarze, teraz na Wurlitzerze. Półtora roku temu wpadłem na pomysł, żeby to opracować zupełnie inaczej. Chciałem zrobić prostą piosenkę – taneczną czy wręcz dyskotekową”. Radosnym dźwiękom towarzyszy mocny tekst: „Mogę szczerze powiedzieć, że to jest pierwszy mój tekst dotyczący przyjaźni” – wyznaje Nosowska. „Zjawiska upragnionego przez wszystkich ludzi, ale bardzo trudnego do zrealizowania. To tekst o zdejmowaniu ciężaru, trosk z barków drugiej osoby... O próbie wykrzesania z siebie bezwarunkowych emocji w stosunku do drugiego człowieka”. W utworze tytułowym słychać połączenie bluesowo-country’owej riffu gitary z elektroniką. Krawczyk: „Pomyślałem, że fajnie byłoby gdyby płyta nazywała się tak jak ta piosenka. Nie znaliśmy wcześniej tekstów i kiedy usłyszałem to po raz pierwszy, bardzo spodobał mi się zbitek tych słów”. Wokalistka stosuje w refrenie bardzo ekspresyjną, wykrzyczaną partię: „Bardzo długo nie mogłam wymyślić refrenu. I we Wrocławiu, tuż przed sesją, uświadomiłam sobie że ma to zabrzmieć właśnie tak. Bałam się to zaprezentować Borsowi. Powiedziałam, że nie można nawet tego nazwać melodią... Ale czułam, że tak właśnie powinno być. Byłam pewna, że mnie pogoni, lecz stwierdził że jest OK, że nie spodziewał się takiego rozwiązania”. W utworze „Stygnę” słychać fascynację folkiem, a Nosowska śpiewa kolejny tekst na serio: „Nie wolno sobie pozwalać na nonszalancję w traktowaniu czasu. Trzeba się ze wszystkim spieszyć – z gestem, ze słowem – bo moment ostateczny jest indywidualny i wcale nie jest powiedziane że tożsamy ze starością”. Równie mocny jest przekaz „Umieraj stąd”, w warstwie muzycznej inspirowanego Beatlesami: „Szukałam zbitki słownej, która brzmiałaby gorzej niż wulgaryzm mający na celu przegnanie kogoś ze swojej przestrzeni. Udało się." ”Obecnie pracujemy nad tym, aby wyjątkowa płyta doczekała się wyjątkowej oprawy koncertowej – mówi Nosowska – Nowy materiał planujemy zagrać w całości, przygotowujemy też specjalną oprawę wizualną”. Jak poradzą sobie z odtworzeniem studyjnych brzmień? „Pewne rzeczy, które wygenerowaliśmy w studiu mamy w samplerze. Reszta będzie grana na żywo”. Instrumentami klawiszowymi zajmie się gościnnie Krzysztof Zalewski, który będzie też śpiewał. „Linia wokalna składa się z dwóch równoprawnych członów” – wyjaśnia wokalistka. „Krzysiek jest osobą, która świetnie śpiewa i ma dużą skalę. Najbardziej potrzebuję z jego głosu spektakularnych gór”. Trasa koncertowa „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” rusza w połowie listopada, a zakończy się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia.

Premiera 9 października 2009
Plastic tworzą :Agnieszka Burcan (wokal, instrumenty klawiszowe, programowanie, Absolwentka Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w sekcji kompozycji i aranżacji oraz wokalu Akademii Muzycznej w Katowicach) i Paweł Radziszewski (gitara, bas, programowanie).
To zespół i duet producencki.
Aga jest także kompozytorem i autorem wszystkich utworów.
Debiutancka płyta PLASTIC ukazała się w 2006 roku i była nominowana do Fryderyków w 2 kategoriach: Album Roku – Muzyka Klubowa i Nowa Twarz Fonografii. W 2008 roku w polskich preselekcjach konkursu Eurowizji Plastic zajął trzecie miejsce i zdobył nowe, szersze grono fanów.
Utwory Plastic ukazały się na kultowych składankach. Zespół wystąpił na wielu prestiżowych festiwalach: Coke Live Music Festiwal, Nokia Trends Lab, Free Form Festival, finał Keep The Moment, Orange Warsaw Festival. Występują live z kilkuosobowym zespołem. Grają z pozytywnym, energetycznym przesłaniem. Roisin Murphy, spośród wielu polskich artystów wybrała Plastic, do supportowania jej koncertu w Warszawie 12 Listopada 2008. Za piosenkę “Lazy Day” Plastic otrzymał Grand Prix Pepsi Vena Music Festival 2008 pokonując ponad 700 zespołów z całego świata. Utwór ten promuje nowy album zespołu, który ukaże się 9 października 2009.
Druga płyta znacznie różni się od pierwszej. Na nowym albumie znalazły się bardziej dojrzałe i melodyjne utwory. To zupełnie nowe i zaskakujące brzmienie Plastic w innej niż dotychczas stylistyce. Ich muzyka jest prawdziwie eklektyczna. To charakterystyczne połączenie elementów akustycznych i elektronicznych, współczesnych i retro.
Na płycie gościnnie wystąpił ekscentryczny klawiszowiec Eddie Stevens (Moloko, Rosin Murphy, Zero 7, Freak Power, Sia). Jest też sporo innych interesujących niespodzianek: Tomson & Wozz (Afromental), kwartet smyczkowy, sekcja dęta i wielu innych gości. Specjalnym bonusem do nowej płyty zespołu Plastic będzie cover wielkiego przeboju Dire Straits “Money For Nothing”, który ukazał się na albumie Klubowe Granie Life Re Designed (2009).
P.O.P. Popular Ordinary Problems to opowieść o pokoleniu żyjącym na przełomie tysiącleci zawieszonym między wirtualnym a realnym życiem.Poważne i mniej poważne rozważania o przyczynie i powodzie do życia na ziemi, chorobach cywilizacyjnych, zagubieniu, przepracowaniu, nieludzkim tempie życia, bezsenności i walce z grawitacją przy porannym wstawaniu. P.O.P. ostrzega przed atakiem próżnej głupoty, szaloną pogonią za popularnością i doskonałym wyglądem, pustką emocjonalną i intelektualną. Mówi, że świat nie jest tak przytulny jak się wydaje. P.O.P. to jednak bardzo optymistyczne treści, pełne pozytywnej energii. Plastic przekonuje wprost, że nigdy nie było lepiej. Puszczają do nas oko przesyłając całusy z księżyca. Śpiewają o rzeczach, które lubią, dla których warto się budzić co rano. O tym, że warto kochać, być razem, czuć się częścią większej całości. Teraz jest moment w którym żyjemy, moment by spełnić dawno zapomniane marzenia. Możemy zmienić swoje życie, teraz jest na to czas i nie dostaniemy drugiej szansy. Posłuchaj więc P.O.P. - wybierz inną stronę rzeczywistości – lepszą i ciekawszą.
Plastic: „Potrafimy cieszyć się z małych rzeczy i to jest tajemnica optymizmu, który płynie z naszych piosenek. Nad albumem pracowaliśmy dość długo i intensywnie. Zmieniliśmy całkowicie stylistykę , brzmienie i wizerunek. Będzie to spora niespodzianka dla tych którzy pamiętają naszą debiutancką płytę. Zmiana nie była do końca zaplanowana, zaufaliśmy intuicji i poszliśmy za weną. Staraliśmy się by całość była spójna i przemyślana, jednak pozostaje bardzo różnorodna. Po prostu tak wiele nas interesuje i tak odmienne rzeczy nam się podobają. Muzyka motywuje nas do działania i to jest najbardziej szczere i prawdziwe.“

Premiera 11 września 2009
Rok temu, o tej samej porze, zespół LOV jeszcze nie istniał. A gdy już powstał, odniósł zwycięstwo w programie „Nowa generacja”, wystąpił na festiwalu TOPtrendy, a teraz wydaje debiutancką płytę... Talent poparty ciężką pracą sprawił, że to najgorętsza nazwa wśród młodych zespołów na polskiej scenie. Zaczęło się dwa lata temu we Wrocławiu, od nienazwanego projektu Bartka Kapłońskiego (gitarzysta, realizator dźwięku, kompozytor m.in. przebojów Moniki Brodki) i Andrzeja Strzemżalskiego (wokalista, klarnecista, pianista, kompozytor muzyki do filmów niezależnych). „Trafiłem na koncert pierwszej kapeli Andrzeja” – wspomina Bartek. „Usłyszałem jeden numer, grali akurat cover i stwierdziłem że chłopak potrafi zaśpiewać po angielsku tak, że nie czuć obciachu, że jest w tym potencjał. Stwierdziłem, że warto coś razem zrobić, mimo że dzieliła nas różnica wieku. Na początku próbowaliśmy niezobowiązująco, aż w końcu zaczęło to przybierać konkretne kształty”. Bardzo konkretne – duet nagrał w profesjonalnym studiu cały materiał na płytę, ale... „Jak skończyliśmy, stwierdziliśmy że nie o to nam jednak chodziło. Nie chcieliśmy wydawać czegoś, co nie do końca spełnia nasze oczekiwania. Zamiast pracy w domu, postawiliśmy na stworzenie zespołu z prawdziwego zdarzenia”. Skład uzupełnili Paweł Rosiak (basista, który grał z Andrzejem we wspomnianym młodzieńczym zespole) i Bolek Wilczek (perkusista). „Granie na żywo, w cztery osoby, natychmiast daje pazur” – mówi Bartek. „Piosenki nabierają wspólnego sznytu wynikającego z osobowości muzyków. Nie ma tego, gdy pracuje się przy komputerze”.
Wiosną 2008 roku, niedługo po zebraniu składu, pojawiła się możliwość udziału w „Nowej generacji” – konkursie dla młodych zespołów na antenie TV4. Wtedy też powstała nazwa. „Musieliśmy jakoś podpisać zgłoszenie i zaczęliśmy wypisywać pomysły, co tylko człowiekowi przychodzi do głowy. LOV należała do ciekawszych propozycji, a ponieważ nie było czasu na jakiekolwiek konsultacje – wysłaliśmy zgłoszenie bez namysłu. Okazało się, że nazwa się sprawdziła. Jest krótka, intrygująca i dobrze się ją skanduje na koncertach” – opowiadają ze śmiechem (choć naprawdę koncerty dopiero przed nimi). Dodają, że wymyślony wyraz należy czytać fonetycznie: „low”. Zespół przygotował na konkurs własną kompozycję oraz energetyczną wersję „Kiedy byłem małym chłopcem” Breakoutów. Urzekł jury, przedzierając się przez kolejne etapy, aż do zwycięstwa. „Musieliśmy być niezwykle sprawni, bo na wszystko było bardzo mało czasu” – wspomina Bartek. „Tempo wykluczało zastanawianie – trzeba było iść za intuicją. Ważne, że mieliśmy cel i że dużo ze sobą przebywaliśmy: graliśmy pięć dni w tygodniu, po kilka godzin. Wykształciła się przyjacielsko-koleżeńska ekipa. Okazało się że pasujemy do siebie, że dobrze nam się pracuje. Program dał nam też potężny impuls wizerunkowy. Pokazaliśmy się, ludzie mogli się przekonać, że mamy swój styl, bo nawet robiąc covery przemycaliśmy coś swojego, zaskakującego”.
Konsekwencją „Nowej Generacji” był występ na TOPtrendach i otrzymana tam nagroda jury. Wiązała się z tym też niezależność finansowa i artystyczna. Mając opłaconą sesję nagraniową, bez żadnych nacisków i sugestii, zespół wszedł do studia w Radiu Gdańsk, by nagrać piosenki pod okiem uznanego producenta, Tomasza Bonarowskiego. „Zaczęliśmy pracować po TOPtrendach, całość powstała w 9 miesięcy” – mówi Bartek. „Chcieliśmy, żeby materiał powstał szybko, szkoda było zmarnować medialny potencjał. Poszło sprawnie. Dzięki zespołowej pracy mieliśmy dobrze opanowane piosenki – mogliśmy nagrywać w studiu na tzw. setkę. Podstawowe instrumenty tworzyły trzon do którego dokładaliśmy tylko drobiazgi. Chodziło o przeniesienie klimatu znanego z występów w ‘Nowej Generacji’, żeby to miało charakter, bez producenckich sztuczek”. Powstała muzyka wykraczająca poza stylistyczne podziały. Andrzej: „Skoro gramy na gitarach, tłuczemy w bębny i czasem się wydzieramy, to na pewno jest to rock’n’roll. Natomiast jeśli chodzi o konstrukcję piosenek, spoglądamy na rozwiązania popowe. W dobrym znaczeniu tego słowa – nie plastikowym, z jakim pop kojarzy się w Polsce”. Bartek, który skomponował wszystkie piosenki, uzupełnia: „Kompozycje powstają najpierw na gitarę akustyczną i wokal. Już na tym etapie piosenka musi być na tyle nośna, żeby jej się fajnie słuchało. Dopiero potem dobudowywana jest cała reszta. Cały czas dbamy o melodie – nawet na etapie miksu one wysuwają się na pierwszy plan”. Piosenki na płycie „MINUS SZUM” wyróżniają się spójnością stylistyczną i aranżacyjną. To zaleta tworzenia w zwartym czasie. Są przy tym odpowiednio zróżnicowane – znajdą się tu numery do poskakania i do przytulania. Wszystkim przyświeca przewodnia myśl, którą muzycy z przymrużeniem oka określają: „romantyzm z niewielkim dodatkiem melancholii”. Najlepszym przykładem jest pierwszy singel, „Wiem”... „Staramy się mówić o sprawach między ludźmi” – mówi Bartek, który napisał tekst. „O tym, że próbujemy sobie poradzić na świecie, a nie do końca nam się to udaje. Przeważnie bierze się to stąd, że komplikacje rodzą się w naszej głowie. Sami sobie przeszkadzamy w osiągnięciu szczęścia i zadowolenia. Namawiamy do tego, żeby samemu zrobić coś ze swoim życiem, a nie zrzucać winę na okoliczności, na los”. Równie urzekająca jest nastrojowa piosenka „O obrotach ciał”. „Romantyczna rzecz, powinna spodobać się dziewczynom. Mówi o tym, że spotykamy się z drugą osobą, chcemy się jak najbardziej zbliżyć, stać drugą połową jabłka... Ale tak naprawdę nie jest to osiągalne. Każdy z nas jest z innej planety. Dzielą nas miliony lat”. W „Wiem” słychać z kolei ciekawe, komputerowe metafory. Nic dziwnego u zespołu, który wypracował pozycję na portalu MySpace. Bartek: „Lubię, żeby w tekście było coś aktualnego, teraźniejszego. Piosenki z użyciem wzniosłych, archaicznych słów wydają mi się wydumane. Ja nie unikam słów prostych, potocznych, towarzyszących nam na co dzień. Nie udaję natchnionego poety”. Przykładem językowej inwencji jest też mocniejsza brzmieniowo, [„O T O N I E A”]. „To piosenka o tolerancji. Trudno człowiekowi zaakceptować, że wszyscy nie są tacy sami jak on. A jeśli trochę odpuścimy, może nas czekać miła niespodzianka... Przyszło mi do głowy żeby spersonifikować dwie litery alfabetu, nadać im ludzkie cechy, stworzyć przeciwstawne postaci”. Poza Bartkiem teksty pisze Andrzej, nie unikając (jak w „Feng Shui”) osobistych doświadczeń.
Po premierze płyty (sierpień/wrzesień 2009) zespół zamierza spotykać się z fanami na koncertach. Biorąc pod uwagę fakt, że zdobył ich już dziesiątki tysięcy wyłącznie za sprawą telewizji i Internetu – rok 2009 będzie należał do LOV.

Premiera 24.04.2009
Wraca Łukasz Zagrobelny. Jeszcze niedawno dobrze zapowiadający się debiutant, dziś dojrzały artysta, którego nazwisko zna cała Polska. „Między dźwiękami” – to jego druga płyta. „Długo zastanawiałem się nad tytułem” – mówi Łukasz. „Po którymś wysłuchaniu materiału, uświadomiłem sobie, że nie są to zwykłe historie. Każda piosenka dotyczy prawdziwych przeżyć, każda coś o mnie mówi... Między tymi dźwiękami opowiedziany jest kawał mojego życia”.
Wokalista ma świadomość oczekiwań: „Mówi się, że druga płyta jest bardzo ważna. To prawda. Nie ma już taryfy ulgowej przysługującej debiutantowi. Wiem, że miałem duży kredyt zaufania, gdy wydawałem pierwszą płytę, ‘Myśli warte słów’. Wydaje mi się, że go spłaciłem. Ciężko pracowałem, dałem mnóstwo koncertów, udało się wylansować kilka hitów, zyskałem grono oddanych fanów... Tym razem też nikt się nie zawiedzie”.
Rok 2008 był w życiu Łukasza szczególny. Na początku pokochała go widownia programu „Taniec z gwiazdami”. Potem nagrał piosenkę do filmu „Nie kłam, kochanie”. Duet z Eweliną Flintą – „Nie kłam, że kochasz mnie” – okazał się jednym z największych przebojów ostatnich lat (dołączono go do specjalnej edycji debiutanckiego albumu). A pod koniec roku zdążył wziąć udział w nagraniu dubbingu do filmu „High School Musical 3”... „’Taniec z gwiazdami’ da mi potężny impuls” – wspomina. „Fantastycznie się złożyło, że w tym samym czasie powstał duet z Eweliną Flintą. Dubbing też był wyzwaniem. Chodziło o bohatera, który jest idolem nastolatek... Groziło mi odrzucenie, a jednak zyskałem krąg młodych słuchaczy”.
Piosenki na drugą płytę zaczęły powstawać przed wakacjami. Zagrobelny po raz kolejny zdecydował się na współpracę z producentem Piotrem Siejką. „Dobrze mi się z nim pracuje, to niezwykle otwarty człowiek. Powiedział: ‘Łukasz, to twoja płyta’ i słuchał próśb, propozycji... Sam decydowałem jak materiał ma brzmieć, a Piotr mi bardzo w tym pomógł”. Nagrywanie odbywało się sukcesywnie od października do wiosny 2009. „Nie było ciśnienia. Jeżeli czułem, że danego dnia dobrze zaśpiewam, dzwoniłem do Piotrka, umawiałem się i jechałem nagrywać. Mieliśmy komfort pracy w jego domowym studiu. Tylko niektóre instrumenty zostały nagrane gdzie indziej”. Towarzyszyła im sprawdzona ekipa muzyków: Michał Dąbrówka, Piotr Żaczek i Marcin Majerczyk.
Zagrobelny przystąpił do pracy z jasno określoną wizją: „Chciałem, żeby ta płyta była bardziej gitarowa. Gitarowa, ale wciąż melodyjna” – deklaruje. „Udało się to uzyskać. Jest bardzo dużo gitar akustycznych, które uwielbiam, są też ostrzejsze brzmienia. A piękne melodie to podstawa, wychowywałem się na nich. Nie wyobrażam sobie nagrania płyty, na której przerost produkcji zdominowałby zawartość”.
Piękne melodie udało się pozyskać z najlepszych źródeł. Utwory „Zapomniałaś mnie” i „Spacer po niebie” firmuje Diane Warren – rozchwytywana amerykańska kompozytorka. „Kiedy zacząłem myśleć o płycie, wydawca zapytał mnie czy mam jakichś kompozytorów, których piosenkę chciałbym zaśpiewać. Rzuciłem dla żartu: Quincy Jones, Michael Jackson i tak dalej... Pewnie, że chciałbym mieć hicior jak Aerosmith w ‘Armagedonie’ albo Faith Hill w ‘Pearl Harbor’. Uśmiechnęli się i sprawa ucichła. Niedługo potem dowiedziałem się, że wysłali pytanie do managementu Diane Warren. I przyszły piosenki! Oszalałem, gdy je usłyszałem, to absolutny majstersztyk”. Ale to nie wszystko. Jest tu też kompozycja Jamesa Morrisona, brytyjskiego wokalisty ostatnio znanego z duetu z Nelly Furtado. „Byłem zachwycony jego pierwszą płytą” – mówi Łukasz. „Ma wyjątkową barwę głosu i jest niezwykle utalentowanym kompozytorem. Bardzo się cieszę, że udało się dotrzeć do jego piosenki. „Mówisz i masz” to solidne, gitarowe granie z organami Hammonda”.
Reszta utworów w niczym nie ustępuje tym perełkom. „Miłość odmienia nas” to kolejna mocna rzecz: „Połączenie rockowego grania z nowoczesnymi loopami”. Z drugiej strony słychać rzeczy bardzo nowoczesne, jak „Kilka chwil”: „To numer niemal taneczny, ze świetnym loopem. Piotrek skomponował go i wyczarował w komputerze różne fajne rzeczy. Najbardziej nowoczesna rzecz, jaką do tej pory nagrałem”. W kilku kompozycjach muzyczną przestrzeń poszerzają instrumenty smyczkowe. Należy do nich „Noc zapala się”. „Trochę mi to przypomina dyskotekowe sytuacje z lat 70., choć jest zupełnie inny beat” – mówi Łukasz.
Zagrobelny postanowił osobiście dopilnować warstwy tekstowej: „Nie czuję się zupełnie pewnie, jeżeli chodzi o pisanie, dlatego postanowiłem zostawić to zawodowcom. Nie było jednak tak, że pisali, co chcieli. Mówiłem o czym ma być piosenka, a potem miałem wpływ na to, jak dany tekst powstawał. Ta płyta jest bardziej moja niż poprzednia. We wszystkim maczałem palce”. W dwóch utworach Łukasz jest współautorem słów. Singlowy „Jeszcze o nas” powstał we współpracy z Karoliną Kozak. „To tekst o toksycznej miłości” – mówi wokalista. „Nie wiadomo co z nią zrobić, nie wiadomo jak wybrnąć. Najlepiej byłoby pozwolić drugiej osobie odejść – nawet kosztem swojego szczęścia”. Piosenkę „Zapomniałaś mnie” współtworzyła natomiast Magdalena Wojtalewicz: „Poleciła mi ją Ela Zapendowska. Zapytałem czy zna jakąś młodą tekściarkę, ze świeżym spojrzeniem. Dostałem kilka nazwisk i to, co pisała Magda spodobało mi się najbardziej. Ona ma wielką wyobraźnię, świetne metafory i – co najważniejsze – jest pozbawiona rutyny. Używa zdań, których nikt wcześniej nie użył... W przypadku tych tekstów napisałem dziewczynom swoiste wypracowanie: z konkretnymi historiami z mojego życia, z konkretnymi zwrotami. One to później w przystępny sposób ułożyły”.
Łukasz Zagrobelny, z wykształcenia dyrygent chóralny, z zamiłowania wokalista, został odkryty w 1998 przez Elżbietę Zapendowską na jednym z festiwali. Rok później, już w gronie debiutantów Festiwalu Opolskiego zaśpiewał piosenkę z repertuaru Mietka Szcześniaka „Przyszli o zmroku”. Koncert prowadziła Natalia Kukulska, która zaprosiła Łukasza do śpiewania chórków w jej zespole. Wokalista wspierał również takich artystów, jak Maryla Rodowicz czy Ryszard Rynkowski. Od 2000 związał się z Teatrem Muzycznym Roma, gdzie wystąpił w musicalach „Miss Saigon”, „Grease”, „Koty”, „Taniec Wampirów” i „Akademia Pana Kleksa”. W 2007 roku wydał solowy album „Myśli warte słów”, którego producentami byli Piotr Siejka i Szymon Sienko. W tym samym roku wystąpił w finale konkursu Sopot Festival 2007. Łukasz nominowany był do Fryderyka 2008 w kategorii Nowa Twarz Fonografii, zdobył ESKA Music Award w kategorii Artysta Roku oraz Superjedynkę za duet z Eweliną Flintą.
Wszystkie te osiągnięcia przyczyniły się do kształtu „Między dźwiękami”. „Przez ostatnie dwa lata zrobiłem prawdziwy krok milowy” – mówi artysta. „W moim głosie jest pewność. Czuję, że działa doświadczenie. Przełamałem tremę, dziś śpiewam patrząc ludziom w oczy, co przekłada się na siłę i jakość głosu. Nie jestem już chłopczykiem, który nagrywał pierwszą płytę. Jestem dojrzałym facetem. I to słychać”.

PECTUS
Premiera 27 lutego 2009.
PECTUS powstał wiosną 2005 w Rzeszowie.
Zespół jest finalistą 44 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej "Debiuty" Opole 2007, zdobywcą Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Piosenki "Carpathia Festival" Rzeszów 2006. W styczniu 2007 zespół wydaje promocyjny mini-album, na którym znalazło się pięć autorskich utworów. W nagraniu materiału pomagali Wojtek Horny (O.N.A. Chylińska), Zbyszek Jakubek (Walk Away, R.Rykowski).
Kolejne nagrania zespołu powstają przy współpracy z producentem Tomkiem Bonarowskim. Jako jeden z pierwszych utworów wyprodukowany został m.in. "To, co chciałbym Ci dać", który stał się ogromnym przebojem w 2008 roku. W sierpniu 2008 Pectus zdobywa SŁOWIKA PUBLICZNOŚCI podczas Sopot Festival. Od tego momentu kariera zespołu nabiera tempa. Piosenka "To, co chciałbym, Ci dać" staje się jednym z najczęściej granych utworów w polskich stacjach radiowych. Rusza praca nad debiutanckim albumem, który ukazuje się 27 lutego 2009 roku. Album zawiera 11 utworów. Wszystkie kompozycje i teksty są autorstwa Tomka Szczepanika. Producentem płyty jest Jasiek Kidawa współpracujący wcześniej z Wilkami, Feel, Małgorzatą Ostrowską i wieloma innymi artystami. Debiutancki album „PECTUS” jest dopracowany pod względem brzmieniowym i kompozytorskim. To porcja gitarowej muzyki, w której nie brakuje melodii, a charakterystyczny wokal Tomka uzupełnia to we wspaniały sposób. Praca nad płytą trwała długo, gdyż zespół walczył o każdy dźwięk i artystyczną tożsamość. Miała powstać płyta "pectusowa" i taka jest. Kolejny singiel „Jeden moment” ugruntowuje pozycję zespołu i rozwiewa wszelkie wątpliwości, co do przyszłości zespołu PECTUS. Piosenka przez wiele miesięcy króluje na wszelkich listach przebojów i zajmuje pierwsze miejsce wśród polskich przebojów najczęściej prezentowanych w radio. Na koncert zespołu PECTUS przychodzą tłumy. Zespół nie spoczywa jednak na laurach i pracuje jescze ciężej niż do tej pory.
Rok 2009 okazał się dla zespołu bardzo szczęśliwy. Podczas 46. Sopot Festival 2009, zespół Pectus odebrał Złotą Płytę za debiutancki album, który od dnia premiery sprzedał się w ponad 15 tysiącach egzemplarzy. W czerwcu tego roku podczas Opolskiego Festiwalu w konkursie PREMIER Pectus za piosenkę "Życie na dystans" otrzymał Brązową Premierę. Opolski Festiwal przyniósł również Superjedynkę w kategorii Debiut Roku. Koniec roku, to udział Tomka Szczepanika w projekcie "Kalendarz Dżentelmeni 2010", gdzie zaśpiewał w duecie z Andrzejem Grabowskima, a akcja charytatywna nazywa się "Stop bosym stopom" i ma na celu zakup butów dla biednych dzieci.
Już powstaje materiał na drugi album, który ukaże się w 2010 roku.

Premiera 13 lutego 2009
Premiera niecodziennego albumu „In Love With Jazz Vol. 3”, trzeciej części tej popularnej serii odbyła się 13 lutego. Pierwsza płyta, tradycyjnie już, zatytułowana „Forplay”, stanowi swego rodzaju rozgrzewkę przed krążkiem drugim „Get Hot”, który poderwie do tańca za sprawą pełnych energii rytmów. Płytę trzecią „Cool Down” wypełniają natomiast utwory, które z pewnością pomogą ochłonąć po gorącej nocy. „In Love With Jazz Vol. 3” to doskonała propozycja dla wszystkich wielbicieli klimatów będących na pograniczu Jazzu, Smooth Jazzu i Swingu. Na wydawnictwie znaleźć można zarówno wiele standardów jazzowych, jak również zaskakujące smooth jazzowe, czy też swingowe wersje przebojów muzyki Pop. Nie zabraknie również zupełnie nowych kompozycji. Co ciekawe, większość utworów, które znalazły się na albumie, nigdy wcześniej nie została wydana na żadnych płytach w naszym kraju, a swojej premiery w Polsce doczekała się dopiero teraz. To wszystko stanowi o wyjątkowości „In Love With Jazz Vol. 3” i sprawia, że album ma wszelkie atuty by zadowolić zarówno miłośników znanych utworów, jak i poszukiwaczy nowych, ciekawych brzmień i artystów.

Premiera 23 stycznia 2009
Miłość jaka jest każdy wie… Czasami sielankowa, słodka i szczęśliwa, czasami szalona, nieprzewidywalna i niespełniona . Pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, jawi się wieloma odcieniami i dotyka każdego z nas. Wiele jest typów miłości, ale tylko jedno wydawnictwo, które obrazuje różne jej oblicza. „Mad Love Sweet Love”, bo o nim mowa, to podwójny album, który będzie miał swoją premierę już 23 stycznia. Na dwóch płytach znjdą się ponad dwie godziny doborowej muzyki. Pierwszy krążek zatytułowany „Mad Love” wypełnią utwory energiczne i buntownicze, traktujące o szalonej miłości rzecz jasna. Wśród wielu przebojowych kompozycji znajdą się tu miedzy innymi „Me & Mr. Jones” Amy Winehouse, „Mercy” Duffy czy „Just You And Me” w wykonaniu Lisy Richards. Płyta druga „Sweet Love”, jak sama nazwa wskazuje, jest kompilacją utworów o słodkiej miłości z ponadczasowym hitem „Lovin’ You” w wykonaniu znakomitej Minnie Riperton na czele. Jak śpiewa Liz Clark – w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone. Można się o tym przekonać tylko w jeden sposób – sięgając po płytę „Mad Love Sweet Love”. Wydawnictwo doskonałe na Walentynki i nie tylko.

Premiera 28 listopada 2008
Płyta Nosowskiej zatytułowana „Osiecka” zawiera 11 znakomitych kompozycji z tekstami Agnieszki Osieckiej. Aranżacje inspirowane oryginalnymi wykonaniami oraz duchem czasów przeszłych zostały stworzone przez Marcina Macuka i muzyków z UniSexBlues Band. Na albumie znajdą się m. in. takie piosenki jak: „Zielono mi”, „Kokaina”, „Na całych jeziorach ty”, „Uciekaj moje serce”.
Utwory nagrywane były na początku listopada 2008 w studiu Polskiego Radia PR III im. Agnieszki Osieckiej oraz wrocławskim studiu Fonoplastykon.
„Nagrywanie utworów Agnieszki Osieckiej było dla mnie niezwykle ciekawym doświadczeniem, nie miałam wrażenia, że śpiewam cudze teksty” – mówi Katarzyna Nosowska o nowym artystycznym wyzwaniu. „Poruszały mnie jak własne, i to takie o największym znaczeniu emocjonalnym. Być może istnieje jakiś rodzaj powinowactwa duchowego. Czułam, jakby to było skrojone na moją miarę”.
„Nosowska ‘zdejmuje’ niepotrzebny lukier w jaki obrosły niektóre przeboje Osieckiej” – podsumowuje zawartość albumu córka poetki, Agata Passent. „Śpiewa je bez mizdrzenia się, doskonale rozumie tekst, ale interpretuje go bez afektacji. Na płycie dostajemy dużą dawkę niepokoju, jest to płyta o wiecznej tęsknocie, o przemijaniu, o miłości niecynicznej, o pytaniach bez odpowiedzi”.
Tracklista:
1. URODA - prolog
Muzyka: Wanda Warska
2. NA CAŁYCH JEZIORACH TY
Muzyka: Adam Sławiński
3. NIM WSTANIE DZIEŃ
Muzyka: Krzysztof Komeda
4. KOKAINA
Muzyka: Andrzej Kurylewicz
5. JESZCZE ZIMA
Muzyka: Adam Sławiński
6. URODA
Muzyka: Wanda Warska
7. KTO TAM U CIEBIE JEST?
Muzyka: Jerzy Satanowski
8. ZIELONO MI
Muzyka: Jan Ptaszyn Wróblewski
9. UCIEKAJ, MOJE SERCE
Muzyka: Seweryn Krajewski
10. JESIEN NA SASKIEJ
Muzyka: Chęć, Duda, Jóźwik , Moskal, Macuk, Wróbel, Trębski, Zalewski
11. NA KULAWEJ NASZEJ BARCE
Muzyka: Seweryn Krajewski
Premiera 28 listopada 2008.
Zbliżają się kolejne Święta Bożego Narodzenia a razem z nimi ubieranie choinki, pieczenie pierników i poszukiwanie ciekawych prezentów dla najbliższych. Na śnieg nie zawsze można liczyć, ale tak jak tego, że nadejdą święta, można być pewnym, iż na sklepowych półkach znajdzie się wiele świątecznych płyt. Jednakże wśród wielu propozycji pojawi się tylko jedna oryginalna i zaskakująca – czteropłytowy album „The Best Smooth Jazz Christmas”! Na wydawnictwie nie zabraknie żadnej z najbardziej znanych i lubianych piosenek świątecznych, takich jak: „White Christmas”, „Have Yourself A Merry Little Christmas”, „Winter Wonderland”, „Jingle Bells”, „Santa Claus Is Coming To Town”, „Silent Night”, „The Christmas Song”, „Let It Snow! Let It Snow! Let It Snow!”, „Jingle Bell Rock” czy „I’ll Be Home For Christmas”. Oprócz niezliczonych, klasycznych już utworów świątecznych, na “The
Best Smooth Of Jazz Christmas” znajdzie się wiele premierowych utworów, które mają wszelkie zadatki aby standardami również się stać. Jednak ani to, ani też fakt, że płyty 1, 2 i 3 są wokalno – instrumentalne, a krążek 4 instrumentalny nie jest największą niespodzianką. O wyjątkowości albumu stanowi fakt, że wszystkie utwory zostały nagrane w nowych, bardzo udanych, smooth jazzowych aranżacjach. W obliczu globalnego kryzysu ekonomicznego, nie bez znaczenia jest też fakt, iż czteropłytowy album będzie dostępny w cenie pojedynczej płyty. Z „The Best Smooth Jazz Christmas” każde świeta będą udane!

Premiera 21 listopada 2008
W piątek, 21 listopada do sklepów trafiła dwupłytowa kompilacja "Bad Girls Don't Cry".
To zestaw muzyki pełnej swobody, sarkastycznego humoru, a także seksualnej zadziorności - reklamuje wydawca.
Na wydawnictwie znalazły się utwory takich uwielbianych przez świat artystek jak m.in. Amy Winehouse, Duffy czy Ayo, a także wschodzących gwiazd jak Lisa Richards, Ella Jones, Liz Clark czy Friederike Sipp.
Przekrój muzyczny to m.in. new soul, pop, rock i muzyka elektroniczna.
Utwory łączy jeden wspólny mianownik - przesłanie niegrzecznych dziewczynek kierowane nie tylko do niegrzecznych dziewczynek...
Premiera 7 listopada 2008
7 listopada miała premierę druga część wyjątkowego album „Living with the Classics”. Czteropłytowe wydawnictwo to, tradycyjnie już, zestawienie najsłynniejszych utworów skomponowanych przez największych kompozytorów w historii muzyki klasycznej. Wśród nich pojawią się nazwiska takie jak Beethoven, Bach, Mozart, Vivaldi, Haydn czy Schubert. Nie mogło również zabraknąć polskich akcentów w postaci Chopina i Szymanowskiego czy też bardziej współczesnych wirtuozów jak Gerswin. Największą niespodziankę stanowi jednak płyta czwarta, na której znalazła się klasyka w niecodziennych, tudzież zaskakujących i zabawnych wykonaniach. I tak oto usłyszeć można „Eine Kleine Nachtmusik” Mozarta w gitarowo-rockowym brzmieniu, Chopina w rytmie salsy czy też swingowego Gershwina. Wśród wykonawców, którzy zagościli na tym niecodziennym albumie wymienić warto chociażby The Hungarian Virtuosi Chamber Orchestra i The Budapest Chamber Orchestra pod batutą Jamesa Brooksa -Bruzzese, Josepha Lulloffa w towarzystwie Michigan State University Orchestra, Kazimierza Brzozowskiego czy też światowej klasy Trio Candido (mistrzowie świata w grze na harmonijkach ustnych) oraz znakomity Capitol Quartet. „Living with the Classics Vol. 2” to, podobnie jak część pierwsza wydawnictwa, album doskonały nie tylko dla koneserów klasyki, ale także, a może przede wszystkim, dla ludzi, którzy znawcami klasyki nie są, ale chcieliby mieć pod swoim dachem małą encyklopedię muzyki klasycznej. Album jest doskonałym sposobem na przybliżenie sobie świata klasyków i odkrycie jego piękna. Całość podana jest w przystępnej nawet dla laika formie i eleganckim, ale niezbyt „poważnym” opakowaniu.

Premiera 13 października 2008
Album „In Love With Jazz Vol. 2 (The Ultimate Smooth Jazz Collection)” to kontynuacja ciepło przyjętego przez krytyków i słuchaczy, potrójnego wydawnictwa „In Love With Jazz”, ukazał się na rynku 13 października. Pierwsza płyta, tradycyjnie już zatytułowana „Forplay”, stanowi swego rodzaju rozgrzewkę przed krążkiem drugim „Get Hot”, który poderwie do tańca za sprawą pełnych energii rytmów. Płytę trzecią „Cool Down” wypełniają natomiast kompozycje, które z pewnością pomogą ochłonąć po energicznych utworach z drugiego krążka i zrelaksować się podczas długich jesiennych wieczorów. „In Love With Jazz Vol. 2” to doskonała propozycja dla wielbicieli klimatów będących na pograniczu Jazzu, Bossa Nova, Smooth Jazzu i Swingu. Na wydawnictwie znaleźć można zarówno wiele standardów jazzowych, jak również porcję znakomitych, premierowych utworów. Co ciekawe, ogromna większość repertuaru z kompilacji nigdy wcześniej nie została wydana w Polsce. Wszystko to stanowi o wyjątkowości „In Love With Jazz Vol. 2” i sprawia, że album ma wszelkie atuty by zadowolić zarówno miłośników znanych utworów, jak i poszukiwaczy nowych, ciekawych brzmień i artystów. Z całą pewnością pozycja jest warta uwagi, nie tylko dla nabywców części pierwszej tej jazzującej serii. „In Love With Jazz” – zakochaj sie w jazzie!

Premiera 19 września 2008
25 lat na scenie, kilkanaście płyt, dziesiątki przebojów, wyrazisty image... Może się wydawać, że Janusz Panasewicz – wokalista Lady Pank – jest postacią, o której wiadomo wszystko. Czas zrewidować to przekonanie.
Pierwszy solowy album odsłania zupełnie nowe oblicze artysty.
„Nie ma tu zwariowanych riffów, ostrego grania” – mówi Panasewicz. „Polega to bardziej na klimatach. Widziałbym tę płytę jak zbiór opowiastek. Jakbym siedział gdzieś przy barze, z papierosem, ze szklaneczką czegoś przyjemnego, i opowiadał przyjacielowi krótkie historie z obserwacji lub osobiste”.
Słowo „osobiste” stanowi klucz do zawartości albumu. Janusz pisze teksty nie od dziś. Jest autorem wielu hitów Lady Pank (m.in. „Znowu pada deszcz”, „Młode orły, „Słońcem opętani” „Na granicy”).
Tym razem mógł jednak w pełni ujawnić swój talent. „Przy pisaniu dla Lady Pank musiałem pamiętać o stylu zespołu. Nie mogłem przegiąć, zagłębiać się w osobiste historie. Teraz nie mam żadnych ograniczeń, sam za wszystko odpowiadam, pod własnym nazwiskiem mogę sobie na wiele pozwolić. W tekstach zespołu, tekstach Andrzeja Mogielnickiego, często chodziło o to, żeby przywalić, żeby było walecznie. Chciałem spróbować czegoś innego. 25 lat śpiewania o małpach… Czasem trzeba o ludziach” – śmieje się wokalista.
Już pierwszy singel, „Po co słowa”, zwraca uwagę wyjątkowo intymnym podejściem. Okazuje się, że to jak najbardziej naturalne. Drapieżny Panasewicz to w dużej mierze stereotyp... „Ja z natury jestem, powiedziałbym, romantyczno-melancholijny” – deklaruje muzyk. Wywołany został nastrój, człowiek łapie bardziej refleksyjny stan ducha... ‘Po co słowa’ to jedna z wielu piosenek o uczuciach. Ludzie bez przerwy do siebie mówią, a słowa są tak naprawdę niepotrzebne. Jeżeli ktoś czuje bliską osobę, to czasami nawet wstydzi się pewne rzeczy powiedzieć. Druga strona powinna je przecież zrozumieć, instynktownie, patrząc w oczy”.
Muzyczne oblicze płyty: akustyczne gitary, fortepian, nastrojowy śpiew... „Głos wytyczył kierunek, wtedy wszystko się wyjaśniło” – mówi producent, Bodek Kowalewski (ex basista Maanamu). „Janusz zaśpiewał z taką melancholią, że zaczęliśmy zmieniać aranżacje utworów. Narzucało się, że muszą być inne, eleganckie” – uzupełnia współproducent, Grzegorz Jędrach (gitarzysta Goya). Dwaj muzycy są właścicielami STUDIA „Kopalnia dźwięków i fonii”, w którym zarejestrowano materiał. Kowalewski: „Mieliśmy komfort nie liczenia się z zegarem. On był dla nas, nie dla kasy”. Praca ruszyła równocześnie z powstaniem studia, na początku 2008 roku.
„Znam się z Bodkiem od zawsze, od czasów, kiedy zaczynał Lady Pank i Maanam. Razem graliśmy, ale też spotykaliśmy się towarzysko” – mówi Panasewicz. „Towarzystwo to podstawa. Żeby mieć band, musisz się dobrze czuć, inaczej nic nie wyjdzie, nie ma mowy. Bodek zaproponował mi kilka lat temu w domowym zaciszu jakieś wstępne kawałki... Potem przenieśliśmy się do sali prób. Byli inni muzycy i klasyczne gitarowe granie, trochę rhythm’n’bluesowe. Odłożyliśmy to, a potem dostałem te kompozycje w nowych aranżacjach: smyk, fortepian, akustyczna gitara... Słuchając ich zacząłem pisać w taki a nie inny sposób…”
Wśród kompozytorów poza producentami są Piotr Nalepa (grał w poprzednim wcieleniu solowego składu), Piotr Winnicki (Porter Band, uczestniczył w obecnych nagraniach), jest też piosenka Krzysztofa Kieliszkiewicza z Lady Pank. Kowalewski i Jędrach nagrali w studiu partie gitar i basu, poza tym udzielają się Łukasz Dudewicz (bas), Rafał Gorączkowski (instrumenty klawiszowe) – obaj z grupy Goya.
Lekko soulowym podejściem urzeka „Obudź się”: „Rzecz opowiada o dwojgu ludzi, którzy niby są ze sobą, ale nie widzą, nie dostrzegają siebie. Numer jest o tym, żeby się obudzić, popatrzeć jak to wszystko się kręci.
Piosenka „Blue” zaskakuje klimatem swingowym. „Lubię takie rzeczy. Fajnie się ich słucha w wykonaniu Nat King Cole’a, ale dla rockowca to trudna rzecz do zaśpiewania” – ujawnia wokalista. Dramatyczne miłosne wyznanie słychać w „Zapomniałaś, że...”. Panasewicz komentuje krótko: „Jak w każdym związku – raz jest lepiej, raz gorzej”. Piosenka „Nadzieja się nie kończy”, z piękną partią smyków, dotyczy z kolei spraw bardziej ogólnych: „Chciałem się tu sprzeciwić sytuacjom, które mnie bez przerwy dotykają. Świństwa, brud, niefajne informacje… Ludzie, którzy mają jako-taką wrażliwość chcą od tego uciec”.
Janusz Panasewicz zadebiutował na scenie jeszcze jako uczeń liceum, w 1973 roku. Prawdziwą karierę datuje jednak od 1982 roku, gdy stanął przy mikrofonie w Lady Pank. Jednej z najważniejszych grup polskiego rocka, z dziesiątkami przebojów na koncie (m.in. „Mniej niż zero”, „Zamki na piasku”, „Tańcz głupia tańcz”). Wokalista nie unikał udziałów gościnnych – śpiewał w charytatywnym projekcie Nasz Wspólny Świat (1987), z Piotrem Zanderem (1988), Krystyną Prońko (1990) czy Robertem Gawlińskim (1997). Dał się też poznać jako aktor, grając jedną z głównych ról w filmie „Nic” Doroty Kędzierzawskiej (1998), a ostatnio epizod w popularnym serialu „39 i pół”.
Solowy album to zwieńczenie, i zarazem otwarcie nowego rozdziału, jego kariery. „Od początku chciałem, żeby to było zupełnie inne od Lady Pank” – mówi. „Janek Borysewicz oferował się nawet, że może skomponować kilka numerów, ale powiedziałem ‘Bardzo dziękuję, cenię cię jako gitarzystę, ale masz tak charakterystyczne zagrania, że to natychmiast skojarzy się z Lady Pank!’ Jest mnóstwo artystów, którzy wydają solową płytę, a w zasadzie cały czas słuchasz ich zespołu... Jaki jest sens? Mi chodziło o zupełnie inną wypowiedź, w zupełnie innych klimatach”.
Zupełnie nowych klimatów należy spodziewać się też na koncertach. Niebawem ruszy trasa promująca. Twórcy płyty zapowiadają wyjątkowe występy, w specjalnej oprawie, w kameralnych salach. Januszowi Panasewiczowi towarzyszyć będzie na żywo ekipa młodych, zdolnych muzyków.

Edycja specjalna "Myśli warte słów"
Premiera 14 lipca 2008
Z wykształcenia dyrygent chóralny, z zamiłowania wokalista fantastycznie dyrygujący własnym głosem.
W 1998 zauważony i doceniony przez Elżbietę Zapendowską na jednym z festiwali, zostaje zaproszony na prowadzone przez Nią i Andrzeja Głowackiego warsztaty wokalne.
Rok później, już w gronie debiutantów Festiwalu Opolskiego śpiewa niezwykle trudną piosenkę z repertuaru Mietka Szcześniaka „Przyszli o zmroku” Koncert prowadzi Natalia Kukulska, która niedługo później zaprasza Łukasza do śpiewania chórków w Jej zespole.
Ich współpraca i przyjaźń, trwa do dziś. Łukasz wspierał wokalnie również takich artystów, jak Maryla Rodowicz czy Ryszard Rynkowski. Śpiewał też w chórkach w wielu programach telewizyjnych, m.in. „Show Time” oraz „Idol”.
Od 2000 Łukasz związany jest na stałe z Teatrem Muzycznym Roma, gdzie wystąpił w „Miss Saigon”, „Grease”, „Kotach”, „Tańcu Wampirów” i „Akademii Pana Kleksa”. 2008 rok to premiera „Upiora w operze” z Łukaszem w roli głównej.
W 2007 roku spełniło się największe marzenie Łukasza – wydał swój solowy album „Myśli warte słów”. Jego producentami są Piotr Siejka i Szymon Sienko, Muzycy biorący udział w sesjach to absolutny top, m.in. Michał Dąbrówka, Piotr Żaczek, Marcin Majerczyk oraz Piotr Siejka, który jest też kompozytorem większości utworów. Promujące album single „Nieprawda” oraz „Życie na czekanie” stały się hitami i do dziś doskonale radzą sobie na listach przebojów. W 2007 Łukasz wystąpił również w finale konkursu Sopot Festival 2007.
Rok 2008 zaczął się niezwykle obiecująco. Łukasz w duecie Eweliną Flintą nagrał piosenkę promującą film P. Wereśniaka pt. „Nie kłam kochanie”.Utwór „Nie kłam, że kochasz mnie” już stał się hitem.
Początek 2008 roku to dla Łukasza czas wielkiej przygody z Tańcem z Gwiazdami.
To również nominacja do Fryderyka 2008 w kategorii Nowa Twarz Fonografii, w pełni zasłużona nagroda ESKA Music Awards w kategorii Artysta Roku oraz Superjedynka za Przebój Roku :duet z Eweliną Flintą „Nie kłam, że kochasz mnie”
14 lipca ukazuje się reedycja płyty Łukasza „Myśli warte słów”. Na albumie znajdą się dodatkowo 2 nowe utwory : „Nie potrzeba więcej” , znany już doskonale duet z Eweliną Flintą „Nie kłam, że kochasz mnie”, oraz niespodzianki w postaci materiałów video.

Polk in love
premiera: 2 czerwca 2008
„Wonderful World”. „Always On My Mind”. „Everybody Loves Somebody”. Najbardziej klasyczne z klasycznych utworów, jakie wydała muzyka rozrywkowa. Kwintesencja stylu, smaku, elegancji... Cech, które bliskie są Piotrowi Polkowi. „Nie chcę odkrywać Ameryki” – deklaruje śpiewający aktor, który wziął te, i inne, standardy na warsztat. „Skoro zyskałem okazję nagrania płyty, chciałem zaśpiewać takie piosenki, jakich lubię słuchać. W takim rytmie bije po prostu moje serce. Chwilowe trendy przychodzą i odchodzą, ale nasze ucho wciąż pragnie wytchnienia, spokoju, kultury”.
Piotr zajmuje się piosenką niemal od początku swojej kariery. Do świadomości Polaków brawurowo wdarł się jednak jesienią ubiegłego roku. Stanął wtedy na podium w drugiej edycji muzycznego show telewizji Polsat, „Jak Oni śpiewają”. „Te cztery miesiące to była potężna lekcja cierpliwości, wytrwałości i odporności. Program znów wciągnął mnie w śpiewanie” – wspomina Polk, który w ostatnich latach koncentrował się na aktorstwie (choćby w serialach „Samo życie”, „Oficer” czy „Codzienna 2 m. 3”). „Rodzaj piosenek, które wykonywałem był mi raczej obcy. Jestem wychowany na interpretacji tekstów, na smakowaniu muzyki, a tu leciały hiciory, że aż grzmiało... Emocje sprawiły, że straciłem parę kilogramów, nabrałem jednak dystansu i jeszcze bardziej utwierdziłem się w gustach. Pozwoliło to wybrać na płytę naprawdę bliski mi materiał”.
Ten „bliski materiał” to połączenie ulubionych standardów, utworów wyszperanych w przepastnej, domowej płytotece (dominuje jazz i swing), ale i rzeczy które same się nasuwały. Jak „Smile” Charliego Chaplina, kompozycji z filmu „Dzisiejsze czasy”... „Słyszałem ją kiedyś, potem o niej zapomniałem, a ostatnio wciąż do mnie w różnych miejscach wracała. Nie jestem przesądny, lecz stwierdziłem, że coś w tym musi być. I zająłem się nią” – mówi Piotr. W zestawie wyróżnia się też „All The Way”, spopularyzowana przez Franka Sinatrę: „On to zaśpiewał bardzo prywatnie – tu sobie chrząknie, tu popije... Ale ta wersja bardzo mi się spodobała, inspirowała mnie. To piękna piosenka i bardzo moja. Gdybym mógł, sam napisałbym taki tekst”. Powyższe utwory są nastrojowe, co nie znaczy że płyta składa się wyłącznie z takich. „Jest tu kilka mocnych, bigbandowych numerów, jak ja to mówię – po byku” – śmieje się Piotr wymieniając „L-O-V-E”, który śpiewał Nat King Cole.
W zestawie nie zabrakło kompozycji premierowej, „Friends”, z gościnnym udziałem Wojciecha Malajkata i Zbigniewa Zamachowskiego. „Płyta ma być wyrazem mojego stylu i mojego systemu wartości. Wartością bezwzględną jest przyjaźń. Postanowiłem zaprosić moich przyjaciół – Wojtka i Zbyszka. Oni reprezentują fajny gust, znamy się tyle lat... Niech to zostanie utrwalone” – tłumaczy Piotr. „Utwór utrzymany jest w klimacie pozostałych. To stylizacja i zarazem żart muzyczny”. Tekst napisała Maggie W. Wright (pseudonim kryjący bardzo ważną dla Piotra osoba), autorka „Klubu Hipochondryków”, cyklu spektakli, z którymi aktorzy występują w warszawskim Teatrze Syrena. Muzykę do piosenki „Friends” skomponował Wiesław Pieregorólka.
Pieregorólka – uznany kompozytor, producent i aranżer odegrał w powstawaniu płyty wielką rolę. Polk powierzył mu pieczę nad kształtem materiału: „Na naszym rynku niewielu jest aranżerów, którzy potrafiliby połączyć big band z orkiestrą, chórkami. Wiesiek, wytrawny jazzman, potraktował to jako wyzwanie. Pracowało się fantastycznie. Mam do niego pełne zaufanie. On wybierał muzyków, miejsce nagrywania i tak dalej... Okazało się w dodatku, że jest moim krajanem, Ślązakiem, co jeszcze bardziej zbliżyło nas do siebie”.
Panowie spędzili dziesiątki godzin i wypili morze kawy na „próbach stolikowych”. Słuchali różnych wykonań kompozycji, omawiali aranżacje, Piotr improwizował partie wokalne... „Pokutuje błędne rozumowanie, że jak się nagrywa covery, trzeba to zrobić zupełnie inaczej” – deklaruje. „Wybrałem rozwiązanie w pół drogi. Moja wrażliwość dyktuje nieco inne podziały, tempo i tak dalej – jest to na pewno inne od oryginałów. Zachowałem jednak ich ducha, podszedłem do sprawy z szacunkiem. Wiesiek świetnie wyczuł moje intencje: z jednej strony delikatność, z drugiej żart, lekki dystans”.
Takie podejście do muzyki Piotr wyniósł z domu. Jego ojciec grał na akordeonie, dziadek na tubie... Ten pierwszy namówił syna, by zapisał się do szkoły muzycznej. Wymagało to poświęceń – dojeżdżania pociągiem z rodzinnych Kalet (miasteczko 25 kilometrów na południe od Częstochowy) do Lubińca – i wytrwałości. „Nie mogłem się do tej nauki przekonać, nie podobało mi się zwłaszcza, że nie można grać z głowy, tylko trzeba zgłębiać nuty. Wytrwałem jednak do końca, zdobywając umiejętności gry na fortepianie, akordeonie, gitarze i perkusji”. Równocześnie Polk uczył się w technikum elektrotechnicznym, gdzie przekonał dyrekcję do stworzenia zespołu rockowego, dla którego uczniowie samodzielnie wykonają sprzęt. „Zespół nazywał się Boss, graliśmy własne kompozycje. Niestety, daliśmy tylko dwa koncerty. Drugi zakończył się zapaleniem świateł, wpadła milicja, bo ktoś komuś ukradł torebkę. Tak się skończyła nasza kariera”.
Po skończeniu szkoły średniej myślał, że muzycznych umiejętności nie wykorzysta, ale przydały mu się w wybranym zawodzie. W 1986 roku ukończył studia w Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Na przełomie lat 80. i 90. współpracował z Agnieszką Osiecką, biorąc udział – wraz z Ewą Błaszczyk – w kilkunastu odcinkach telewizyjnego programu „Sentymenty”. „Każdy wymagał wykonania kilku piosenek, niektóre z nich trafiły na płytę ‘Pięć oceanów’” – wspomina. Współpracował poza tym z Jerzym Satanowskim w Teatrze Nowym w Poznaniu, brał udział we wrocławskim Festiwalu Piosenki Aktorskiej, śpiewał w kabarecie Jana Pietrzaka, przygotował dla telewizji trzy recitale: piosenki angielskiej, francuskiej i niemieckiej (biegle posługuje się językami obcymi)...
Jak mówi – scena to jego żywioł, o czym można się będzie przekonać na koncertach związanych z promocją albumu. „Podchodzę do tego jak do przygody” – podsumowuje. „Wiem, że mam inny zawód, nie jestem wokalistą, płyta nie jest moim być albo nie być. Ufam, że ten wewnętrzny spokój jest wyczuwalny. A jeśli moja wrażliwość spotka się z wrażliwością innych ludzi, z przyjemnością pójdę dalej tą drogą”.

BLUE CAFE
„Four Seasons”
premiera: 14 kwietnia 2008
Miłość, pasja, prawda i samotność. Tak wyglądają cztery pory roku według Blue Cafe. Zespół, który przez ostatnie lata nie schodził ze szczytu polskiej sceny, wraca z nowym albumem. Bardziej niż kiedykolwiek spójnym: pod względem klimatu, brzmienia, tekstów... Innym, a jednak w doskonale rozpoznawalnym stylu.
„Gdy porównuję tę płytę z poprzednią, widzę długą drogę” – mówi Paweł Rurak-Sokal, lider formacji. „Wtedy było wzajemne poznawanie się, badanie możliwości. Nowa płyta jest pod każdym względem bardziej świadoma” – uzupełnia Dominika Gawęda, która stoi w Blue Cafe przy mikrofonie. „Dominika jest mocą sprawczą tego albumu” – kontynuuje Paweł. „Jej olbrzymie możliwości wokalne, rozpiętość barwy i skali dały mi duże możliwości zabawy różnymi stylami. Są tu odniesienia do klasyki, do popu, R&B... Dominika potrafi zmienić się z wokalistki nostalgicznej w kobietę pełną energii, drapieżną, uwodzącą. Prowadzi słuchacza przez cztery pory roku w odniesieniu do różnych stanów ducha”.
Tytuł „Four Seasons” przywieźli z zasłużonego urlopu. „Od trzech lat nie miałem ani jednego wolnego dnia od pracy, setki koncertów, nagrań” – wyjaśnia Paweł. „Byłem bardzo zmęczony, stałem właściwie pod ścianą. Marzyłem o urlopie. Pojechaliśmy z grupą przyjaciół na Malediwy. Dwa tygodnie oderwania od rzeczywistości, spotkanie z delfinami... Dużo osobistych przeżyć. Miejsce, w którym mieszkaliśmy, nazywało się Four Seasons. Pomyślałem: czemu nie? Pasuje to przecież do moich klasycznych korzeni, przychodzi na myśl Vivaldi”. Równie pozytywne doświadczenia ma Dominika: „Kolory, zapachy z tego wyjazdu pozwoliły mi w nowy sposób spojrzeć na rzeczywistość. Ułatwiły pisanie słów do piosenek”.
Dominika śpiewa w Blue Cafe od trzech lat, ale po raz pierwszy wzięła na siebie większość obowiązków związanych z tekstami. „Super doświadczenie, wreszcie mogłam się spełnić w tej dziedzinie” – mówi z entuzjazmem. „Oczywiście, nie uważam, że proces jest skończony. Chcę się w tym doskonalić, to niezły sposób na rozwijanie wyobraźni”. Wokalistka wniosła zupełnie nową jakość: „Teksty opowiada pewną historię. Słyszymy wstęp, potem rozwinięcie i jesteśmy ciekawi, jak to się skończy. Mam nadzieję, że zaintrygują słuchaczy”. Potwierdza to Paweł: „Teksty są bardziej literackie i bardziej spojone z muzyką. Ta efekt tego, że ja i Dominika dobrze się rozumiemy na polu twórczym. Ona wyczuwa moje intencje, a potem potrafi przekazać na swój sposób – wrażliwej, 22-letniej kobiety – całkiem dojrzałe obserwacje”.
Potwierdzają to utwory w rodzaju „Freedom”, w którym latynoski motyw gitarowy zgrabnie komponuje się z refleksją dotyczącą meksykańskiej malarki Fridy Kahlo. Albo „Girl in Red”, gdzie opowiadaną historię wzmacniają dźwięki ilustracyjne: strzały, sygnał karetki pogotowia... Wrażenie robi też „The Real Me” zbudowany na odniesieniach do klasyki – Paderewskiego, Brahmsa, Mahlera – współgrającymi z wizerunkiem współczesnej wokalistki.
Większy niż poprzednio nacisk położyli muzycy na śpiewanie po polsku. Utwory „Czas nie będzie czekał” i „Niewiele mam” promują album. „To ukłon w stronę fanów” – deklaruje Dominika. „Przez ostatni rok było dużo próśb, żeby piosenki trafiające do radia były zaśpiewane w naszym języku”. Paweł: „Trochę się tego obawiałem, ale okazało się, że połączenie muzyki z polską warstwą literacką daje większą siłę”.
Do ciekawostek tej płyty należy fakt, iż dwa teksty zostały napisane zbiorowo przez muzyków zespołu. („Believe” i „Wonderful”)
Producentami „Four Seasons” są Paweł Rurak-Sokal i Kamila Sowińska. Kamila – „menadżer zespołu i muzyk z wykształcenia ma więcej dystansu i obiektywizmu do mojej twórczości” -wyjaśnia lider Blue Cafe. Podkreśla też rolę Włodka Kowalczyka, realizatora ze studia Winicjusza Chrósta w Sulejówku, z którym osiągnął niemal telepatyczne porozumienie...
Premiera nowej płyty następuje w wyjątkowym dla Blue Cafe momencie. Zespół obchodzi właśnie dziesięciolecie istnienia. W 1998 roku Rurak-Sokal, skrzypek i kompozytor, zebrał skład postanawiając spróbować sił w muzyce rozrywkowej. Trzy lata zajęło dojście do pierwszych sukcesów. A potem nastąpiły one lawinowo. Już pierwsze single przyniosły grupie nagrodę Fryderyka w kategorii Nowa Twarz Roku 2001. Następnie było wyróżnienie w Opolu, platynowy nakład debiutanckiej płyty „Fanaberia” (2002) i megaprzebój „You May Be in Love”. Rok 2003 stał pod znakiem podobnych sukcesów. Hit „Do nieba, do piekła” zdobył serca słuchaczy oraz Nagrodę Jury i Super Jedynkę w Opolu, a druga płyta, „Demi-sec”, pokryła się złotem. Kolejna Super Jedynka trafiła na konto Blue Cafe w roku 2004, zespół intensywnie też koncertował: poza Polską m.in. w USA, Kanadzie, Belgii, Francji i Hiszpanii. W 2005 roku doszło do zmiany wokalistki. Na miejscu Tatiany Okupnik pojawiła się młoda i utalentowana-Dominika Gawęda. Płyta „OVOSHO” (2006) osiągnęła status złotej, a piosenki „Baby, baby” i „My Road” długo nie schodziły z czołówek najważniejszych list przebojów.
Z okazji jubileuszu Blue Cafe szykuje szereg niespodzianek. Ich przedsmakiem był występ z góralską kapelą z Zakopanego. „To tylko czubek góry lodowej, jeśli chodzi o to, co będzie się działo. Będzie dużo wyjątkowych koncertów, miejsc, spotkań” – zapowiada Paweł. Jak podsumowałby minioną dekadę? „Postawiłem kiedyś wszystko na jedną kartę. Rzuciłem wszystko, co miałem i założyłem zespół. Było to ryzykowne, bywało trudno. Gdybym nie miał wiary, pewnie bym się poddał. Wierzyłem jednak, że nadejdzie moment, w którym na koncertach ludzie będą śpiewać, wzruszać, się płakać – i wytrwałem. Reakcje słuchaczy są największą nagrodą dla kompozytora”.
„Four Seasons” – czwarta płyta Blue Cafe – daje gwarancję, że satysfakcja będzie trwała.
Zespół w 2007 roku podpisał kontrakt z wytwórnią QL MUSIC.
Blue Café w składzie:
Paweł Rurak Sokal: instrumeny klawiszowe, gitara, wokale
Dominika Gawęda: wokal, chórki
Marcin Błasiak: gitara basowa
Piotr Grąbkowski: saksofon
Sebastian Kasprowicz: gitara
Łukasz Moszczyński: perkusja
Michał Niewiadomski: puzon
Piotr Sławiński: trąbka


In love with jazz. The Ultimate Smooth Jazz Collection
Premiera 11 lutego 2008
Zbliża się Święto Zakochanych, a wraz z nimi premiera niecodziennego albumu „In Love With Jazz (The Ultimate Smooth Jazz Collection)”. Trzypłytowe wydawnictwo ukaże się na rynku już 11 lutego.
Pierwsza płyta zatytułowana „Foreplay”, stanowi swego rodzaju rozgrzewkę przed krążkiem drugim „Get Hot”, który poderwie do tańca za sprawą pełnych energii rytmów. Płytę trzecią „Cool Down” wypełniają natomiast utwory, które z pewnością pomogą ochłonąć po gorącej, nie tylko walentynkowej nocy. „In Love With Jazz” to doskonała propozycja dla wszystkich wielbicieli klimatów będących na pograniczu Jazzu, Smooth Jazzu i Swingu. Na wydawnictwie znaleźć można zarówno wiele standardów jazzowych, jak również zaskakujące smooth jazzowe, czy też swingowe wersje przebojów muzyki Pop. Nie zabraknie również zupełnie nowych kompozycji. Co ciekawe, większość utworów, które znalazły się na albumie, nigdy wcześniej nie została wydana na żadnych płytach w naszym kraju, a swojej premiery w Polsce doczekała się dopiero teraz. To wszystko stanowi o wyjątkowości „In Love With Jazz” i sprawia, że album ma wszelkie atuty by zadowolić zarówno miłośników znanych utworów, jak i poszukiwaczy nowych, ciekawych brzmień i artystów. Pozycja warta uwagi nie tylko przy okazji Dnia Świętego Walentego.


Living With The Classics
Premiera 28 stycznia 2008
28 stycznia swoją premierę miał wyjątkowy album „Living with the Classics”. Czteropłytowe wydawnictwo to zestawienie najsłynniejszych utworów, skomponowanych przez największych kompozytorów w historii muzyki klasycznej, takich jak Beethoven, Bach, Mozart, Vivaldi, Paganini, czy Wagner. Nie mogło również zabraknąć naszego Chopina, czy też bardziej współczesnych wirtuozów jak Gerswin. Największą niespodziankę stanowi płyta czwarta, na której znalazła się klasyka w niecodziennych, tudzież zaskakujących i zabawnych wykonaniach. I tak oto usłyszeć można „Prelude In E Minor” Chopina w pięknej wersji bossa nova, jazzową wersję utworu „Waltz” z opery „Faust”, kompozycji Charlesa Gounod, czy „Cztery pory roku” Vivaldiego ze wstawkami swingowymi. Wśród wykonawców, którzy zagościli na tym niecodziennym albumie wymienić warto chociażby Budapest Symphony Orchstra pod batutą Matayasa Antala, Josepha Lulloffa w towarzystwie Michigan State University Orchestra, Kazimierza Brzozowskiego, czy też światowej klasy Trio Candido (mistrzowie świata w grze na harmonijkach ustnych) i znakomity Capitol Quartet. „Living with the Classics” to wydawnictwo doskonałe nie tylko dla koneserów klasyki, ale także, a może przede wszystkim, dla ludzi, którzy znawcami klasyki nie są, ale chcieliby mieć pod swoim dachem małą encyklopedię muzyki klasycznej. Album jest doskonałym sposobem na przybliżenie sobie świata klasyków i odkrycie jego piękna. Całość podana jest w przystępnej nawet dla laika formie i eleganckim opakowaniu..

Wyspiański Według Koniecznego
Premiera 28 listopada 2007
Zygmunt Konieczny – jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich kompozytorów – po czterdziestu latach wydaje płytę autorską!
Na album składają się kompozycje, które zrewolucjonizowały oblicze teatru i muzyki teatralnej: suita z Nocy listopadowej (1974) i Klątwy (1997) w reż. Andrzeja Wajdy, Akropolis (1999) i Legendy (1984), oraz kompozycja Serce moje gram (2001) oparta o Wesele, fragmenty Wyzwolenia i wybrane liryki Stanisława Wyspiańskiego.
Partie solowe kompozytor powierzył wybitnym wokalistom. Wystąpili m.in.: Joanna Słowińska (w roli potrójnej: Pallas Atena – Harfiarka – Panna Młoda), Przemysław Branny (Wysocki), Marek Bałata (Pustelnik), Marta Bizoń (Demeter), Katarzyna Jamróz (Kora).
Solistom towarzyszy Chór Filharmonii Krakowskiej oraz Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia pod dyrekcją Jerzego Salwarowskiego.
Album jest rejestracją koncertu, który odbył się w Krakowie w kościele pw. Św. Katarzyny w czerwcu br. w ramach festiwalu WYSPIAŃSKI 2007.
1. Zmartwychwstanie / Mariusz Pędziałek [obój] / 6.48
2. Klątwa / Marek Bałata / 7.06
3. Modlitwa / Joanna Słowińska (Wanda) / 6.09
4. Pallas i Chór Poległych / Joanna Słowińska (Pallas)
Marta Bizoń, Lidia Bogaczówna, Katarzyna Jamróz, Beata Wojciechowska (Chór Boginek)
Przemysław Branny, Jacek Wojciechowski, Tadeusz Zięba (Chór Poległych) / 6.54
5. Pallas i Nike / Joanna Słowińska (Pallas) / Marta Bizoń (Nike Spod Termopil)
Beata Wojciechowska (Nike Napoleonidów, Nike Spod Salaminy) / 2.48
6. Kora i Demeter / Marta Bizoń (Demeter) / Katarzyna Jamróz (Kora) / 3.47
7. Do broni / Joanna Słowińska (Pallas) / Przemysław Branny (Wysocki) / 4.23
8. Serce moje gram / Joanna Słowińska (Harfiarka) / 6.40
9. A sen to miałam / Joanna Słowińska (Panna Młoda) / 3.14
10. A tu pospolitość / Przemysław Branny / Jacek Wojciechowski / Tadeusz Zięba / 6.34
11. Chcę / Katarzyna Jamróz / 7.49
12. Niech nikt nad grobem mi nie płacze / Joanna Słowińska / 8.05

HEY MTV UNPLUGGED
Premiera 19 listopada 2007
Album "MTV Unplugged Hey " - to materiał z koncertu, który odbył się 10 września w warszawskim Teatrze Roma. Hey to - po Kayah - drugi polski artysta, który został zaproszony do udziału w prestiżowym cyklu MTV Unplugged. Na płycie oprócz koncertu, dodatkowo znalazł się 30-minutowy "Making Of" ukazujący ostatnie przygotowania do koncertu oraz imponująca galeria zdjęć. Wydawnictwo to jest dostępne od 19 listopada we wszystkich sklepach. Dostępne są dwa formaty: CD oraz CD/DVD.
Album stał się Złotą Płytą już w dniu premiery!
Tracklista CD&DVD:
1. FATE
2. A TY?
3. MOOGIE
4. DREAMS
5. MISSY SEEPY
6. HO
7. W IMIENIU DAM
8. ANGELENE ( GOŚCINNY UDZIAŁ AGNIESZKI CHYLIŃSKIEJ)
9. [SIC!]
10. MRU MRU
11. LULI LALI
12. CANDY ( GOŚCINNY UDZIAŁ JACKA „BUDYNIA” SZYMKIEWICZA)
13. MIMO WSZYSTKO
14. TO TU
15. CUDZOZIEMKA W RAJU KOBIET
16. ZAZDROŚĆ
17. TEKSAŃSKI

ALA
HIGHER
Premiera 12 listopada 2007
Nowa postać na polskiej scenie muzycznej, piętnastoletnia Ala .W listopadzie ukazał się jej debiutancki, solowy album „Higher”. Mimo młodego wieku ma za sobą spore doświadczenie – występowała w popularnym młodzieżowym zespole.
Ala zdobywała szlify w szkole muzycznej w klasie fortepianu i fletu. Od najwcześniejszych lat była otwarta na muzykę, na różne jej oblicza.
Nie chcę brać przykładu z jakichś innych zespołów. Chciałabym być oryginalna i wnosić coś nowego, nadawać muzyce swój klimat. Ale mam swoje inspiracje: podobają mi się artyści wyróżniający się stylem, a nawet kontrowersyjni. Tacy, którzy dążą do czegoś nowego, jak np.: CSS, Yeah Yeah Yeahs, New Young Pony Club, Metric, Kings of Leon, Bloc Party, The Kooks, Arctic Monkeys. Dużym szacunkiem darzę też weteranów: RHCP, Radiohead, Beck. Próbuję nie ograniczać się do jednego gatunku, lubię też Fugees (+ solo Lauryn Hill).
Płyta „Higher” to debiut Ali. Stworzyła ją wspólnie z Jackiem „Perkozem” Perkowskim, ex gitarzystą T. Love.
Chciałam, aby moja płyta była najlepszym przykładem na to, że nie trzeba się ograniczać z powodu innych. Pierwszą piosenką, którą napisałam to „Angel”. Mówię tu o tym, że najlepiej słuchać siebie samego i każdy jest dla siebie Aniołem Stróżem. Tylko my sami możemy stwierdzić czego najbardziej chcemy i potrzebujemy.
Gdyby chcieć określić styl muzyczny płyty należy przywołać nowoczesny rock, obudowany nowymi, elektronicznymi brzmieniami, trochę zadziornego ska i trochę …reggae.
Postawiłam zrobić coś „wywrotowego” jak na siebie i napisać reggae’ową piosenkę „Big Chance”. Tekst jest o tym, co od pewnego czasu odczuwam: mam świadomość, że zrobiłam coś swojego, w czym mogę czuć się swobodnie i naturalnie. Nie muszę się niczego wstydzić.
Na co dzień Ala stara się połączyć trudne role: wokalistki i uczennicy gimnazjum. Zadanie trudne, ale nie niewykonalne. Jedni uprawiają sport, inni należą do kółek zainteresowań, a jeszcze inni wyruszają w trasy koncertowe.
Jestem na takim etapie, że nie chcę podporządkowywać się innym. Chciałabym wszystkiego dotknąć, sama sprawdzić, doświadczyć, a nie podążać za „stadem”. O tym jest piosenka „Don’t Believe Them”.
Piosenki na płycie „Higher” są zaśpiewane po angielsku. Ala jest autorką tekstów do większości z nich.
Moja muzyka jest dla młodych ludzi, którzy mają swobodny dostęp do języka angielskiego i nie mają ograniczeń, aby się nim posługiwać. Moje ulubione piosenki są po angielsku i dlatego dla mnie językiem muzyki jest język angielski, mimo, że jestem Polką.
Album „Higher” ukazał się na rynku 12 listopada 2007 pod skrzydłami wytwórni QL Music.

NOSOWSKA
UniSexBlues
Premiera 28 maja 2007
Po siedmiu latach szyld Nosowska ponownie pojawi się na okładce płyty. Katarzyna, na co dzień wokalistka zespołu Hey, swoją czwartą płytę szykowała od kilkunastu miesięcy. Bez presji czasu, w przyjacielskiej atmosferze w studio, z doskonałymi muzykami. Zawartość krążka doskonale oddaje tytuł – “UniSexBlues”. Nosowska połączyła wiele różnych gatunków, jak choćby r’n’b, disco, rock czy blues dodając do tego intymny pierwiastek w postaci tekstów i doskonałych wokali. Za kompozycje odpowiada Marcin Macuk, twórczy producent i muzyk zespołu Pogodno. Wśród gości znaleźli się m.in. Stanisław Soyka, Jarosław Treliński z Raz Dwa Trzy, saksofonista Tomasz Duda oraz muzycy japońskiej grupy Papaya Paranoia. Większość tekstów napisała oczywiście sama Nosowska, a jednym z dwóch wyjątków jest “My Faith Is Larger Than The Hills”, który jest nowoczesną interpretacją wiersza XIX-wiecznej poetki, Emily Dickinson. Album promuje przebojowy singiel “Era retuszera”, który premierowo został wykonany na tegorocznej gali Fryderyków.
tracklista:
1. Era retuszera
2. Grand Prix
3. Makro
4. Nerwy i wiktoriańscy lekarze
5. Kasitet romans
6. My Faith Is Stronger Than The Hills
7. UniSexBlues
8. Metempsycho
9. Sub Rosa
10. Simple Present
11. Poli D.N.O.
12. Odrobina dyskomfortu
13. Karatetyka
14. Konsorcjum K.C.K.


IRA
Londyn 08:15
Premiera 31 sierpnia 2007
Najnowszy ósmy studyjny album IRY, „Londyn 08:15”... już w sklepach!
Znajdziemy tu wszystko, co najlepsze z dotychczasowego dorobku grupy, wzbogacone nowoczesnym brzmieniem. Sama muzyka to nie wszystko. Wystarczy spojrzeć na tytuł, by zorientować się, że zespół – jak zwykle – trzyma rękę na pulsie rzeczywistości.
Twórcy hymnu „Mój dom” mają pełne prawo do śpiewania o emigracji. Gadowski: „Tamten utwór, z 1990 roku, był pełen nadziei. Że stąd nie wyjedziemy, że coś się zmieni. Wszyscy liczyli, że będzie inaczej. A wyszło... jak zwykle”.
Dlaczego „Londyn”? „Wyjechało tam mnóstwo Polaków. Rozglądamy się dokoła, dotyczy to także naszych znajomych. To ludzie wykształceni, którzy mogliby coś zrobić dla kraju. A tam są murarzami, piekarzami lub zajmują się innymi dziwnymi rzeczami. Co więcej, wiele osób mówi, że zostanie za granicą. Brak motywacji do powrotu”. Nie trzeba się natomiast doszukiwać niczego w tytułowej godzinie. To przypadek – pasowała do piosenki.
Autorem większości tekstów jest współpracujący z IRĄ Wojciech Byrski. Siedmioletnia znajomość sprawia, że pisane przez niego słowa bliskie są przeżyciom muzyków.
„Londyn 08:15” to propozycja dopracowana pod względem brzmieniowym i kompozycyjnym. „Dźwięk jest selektywny, dynamiczny, sprawia wrażenie bliskości w słuchaniu i przede wszystkim jest naturalny” – zapowiada wokalista. I dodaje, że zmiany składu wpłynęły na muzyczne oblicze grupy. „Teraz jest chyba bardziej demokratycznie. Więcej osób komponuje, każdy coś dokłada. Stąd zróżnicowanie nowego materiału. Mimo, że jesteśmy w jednym zespole, każdy wypowiada się w inny sposób”. Od ballad po utwory niemal hardrockowe...
1. Intro
2. Londyn 08:15
3. Gdyby tak
4. Głaz
5. Jeszcze jeden raz
6. Trochę wolniej
7. Tacy jak my
8. Chłopiec
9. Czy nie ma już nic
10. Szkoda dnia
11. Nie pytaj
12. Labirynt
13. Okno


Łukasz Zagrobelny
Myśli warte słów
Premiera: 24 września 2007
Łukasz Zagrobelny występował w Teatrze Muzycznym Roma, gdzie zagrał już ponad tysiąc spektakli!
W tym samym czasie wspierał wokalnie takich artystów, jak Natalia Kukulska, Maryla Rodowicz czy Ryszard Rynkowski. śpiewał jako "chór-men" w wielu programach telewizyjnych, m.in. "Show Time" oraz "Idol". W 2003 roku Łukasz Zagrobelny nagrał płytę z zespołem Offside, z którym wystąpił w krajowych eliminacjach Festiwalu Eurowizji, następnie zaś na koncercie premier w Opolu z utworem "Moja obsesja". Dopiero teraz więc spełnło się największe marzenie Łukasza: nagrał solowy album! A w dodatku z najlepszymi muzykami w Polsce! Jego producentami są Piotr Siejka i Szymon Sienko, piękne słowa piosenek piszą specjalnie dla Łukasza Ryszard Kunce, Janusz Onufrowicz oraz
inni autorzy. Muzycy biorący udział w sesjach to absolutny top, m.in. Michał Dąbrówka, Piotr Żaczek, Marcin Majerczyk oraz Piotr Joanna tak mówi o wymarzonej płycie: "Znajdą się na niej szlachetne popowo soft-rockowe kawałki z niebanalnymi tekstami, które mam nadzieje trafią do szerokiego grona odbiorców." Płyta ukazała się jesienią, poprzedzał ją singiel "To nieprawda", który znalazł się w konkursie Sopot 2007.
Tracklista:
1.Nieprawda
2.Życie na czekanie
3.Zaklęcia
4. Wolny wybór
5. Nie ta sama biel
6. Bo to co najważniejsze
7. Nie mogę
8. Sama szczerość
9. Tak to ona
10. Niech wybuchnie serce
11. Tylko tak
www.lukaszzagrobelny.com
www.zagrofans.pl


Joanna Słowińska
Możesz być
Premiera 01.10.2007
Joanna Słowińska występuje z własnym zespołem, złożonym z krakowskich instrumentalistów; jest też solistką dużych form oratoryjnych, skomponowanych m.in. przez Zygmunta Koniecznego (Serce
moje gram, Noc listopadowa, Litania polska) i Piotra Rubika (Golgota Świętokrzyska, Tu es Petrus, Psałterz Wrześniowy). 1 października 2007 nakładem QL Music ukazała się nowa, solowa płyta
Joanny. "Możesz być "to album, który trudno zdefiniować i zamknąć w jednym gatunku muzycznym. Joanna przekracza granice stylów, łamie konwencje i kanony wykonawcze. W nieznany dotąd sposób łączy nowe kompozycje autorskie z elementami muzyki tradycyjnej, Porywająca interpretacja, intrygujące (tradycyjne i współczesne) teksty, nowoczesne aranżacje i niepowtarzalne brzmienie zespołu wszystko to składa się na album wyjątkowy.
Tracklista:
1. Możesz być
2. Teraz
3. U jeziora
4. Zaświeć
5. Kalina
6. Daleko wysoko
7. Jasio
8. Matulu
9. Znak
10. Tańcz
11. Rzeka
12. Lata ptaszek
13. Sztajerek
14. Ten drugi
15. Czekaj
16. Jeszcze nie
17. Zatrzymam czas
