Management

kontakt:

Jacek Jagłowski: jacek.jaglowski@qlmusic.pl

Joanna Gajewska: joanna.gajewska@qlmusic.pl

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

Plastic

Plastic tworzą Agnieszka Burcan

(wokal, instrumenty klawiszowe, programowanie, Absolwentka Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w sekcji kompozycji i aranżacji oraz wokalu Akademii Muzycznej w Katowicach)

i Paweł Radziszewski (gitara, bas, programowanie).

To zespół i duet producencki.

Aga jest także kompozytorem i autorem wszystkich utworów.

Debiutancka płyta PLASTIC ukazała się w 2006 roku i była nominowana do Fryderyków w 2 kategoriach: Album Roku – Muzyka Klubowa i Nowa Twarz Fonografii. W 2008 roku w polskich preselekcjach konkursu Eurowizji Plastic zajął trzecie miejsce i zdobył nowe, szersze grono fanów.

Utwory Plastic ukazały się na kultowych składankach. Zespół wystąpił na wielu prestiżowych festiwalach: Coke Live Music Festiwal, Nokia Trends Lab, Free Form Festival, finał Keep The Moment, Orange Warsaw Festival. Występują live z kilkuosobowym zespołem. Grają z pozytywnym, energetycznym przesłaniem. Roisin Murphy, spośród wielu polskich artystów wybrała Plastic, do supportowania jej koncertu w Warszawie 12 Listopada 2008. Za piosenkę “Lazy Day” Plastic otrzymał Grand Prix Pepsi Vena Music Festival 2008 pokonując ponad 700 zespołów z całego świata. Utwór ten otwiera nowy album zespołu, który ukazał się 9 października 2009.

Druga płyta znacznie różni się od pierwszej. Na nowym albumie znalazły się bardziej dojrzałe i melodyjne utwory. To zupełnie nowe i zaskakujące brzmienie Plastic w innej niż dotychczas stylistyce. Ich muzyka jest prawdziwie eklektyczna. To charakterystyczne połączenie elementów akustycznych i elektronicznych, współczesnych i retro.

Na płycie gościnnie wystąpił ekscentryczny klawiszowiec Eddie Stevens (Moloko, Rosin Murphy, Zero 7, Freak Power, Sia). Jest też sporo innych interesujących niespodzianek: Tomson & Wozz (Afromental), kwartet smyczkowy, sekcja dęta i wielu innych gości. Specjalnym bonusem do nowej płyty zespołu Plastic będzie cover wielkiego przeboju Dire Straits “Money For Nothing”, który ukazał się na albumie Klubowe Granie Life Re Designed (2009).

P.O.P. Popular Ordinary Problems to opowieść o pokoleniu żyjącym na przełomie tysiącleci zawieszonym między wirtualnym a realnym życiem.Poważne i mniej poważne rozważania o przyczynie i powodzie do życia na ziemi, chorobach cywilizacyjnych, zagubieniu, przepracowaniu, nieludzkim tempie życia, bezsenności i walce z grawitacją przy porannym wstawaniu. P.O.P. ostrzega przed atakiem próżnej głupoty, szaloną pogonią za popularnością i doskonałym wyglądem, pustką emocjonalną i intelektualną. Mówi, że świat nie jest tak przytulny jak się wydaje. P.O.P. to jednak bardzo optymistyczne treści, pełne pozytywnej energii. Śpiewają o rzeczach, które lubią, dla których warto się budzić co rano.

Plastic: „Potrafimy cieszyć się z małych rzeczy i to jest tajemnica optymizmu, który płynie z naszych piosenek. Nad albumem pracowaliśmy dość długo i intensywnie. Zmieniliśmy całkowicie stylistykę , brzmienie i wizerunek. Będzie to spora niespodzianka dla tych którzy pamiętają naszą debiutancką płytę. Zmiana nie była do końca zaplanowana, zaufaliśmy intuicji i poszliśmy za weną. Staraliśmy się by całość była spójna i przemyślana, jednak pozostaje bardzo różnorodna. Po prostu tak wiele nas interesuje i tak odmienne rzeczy nam się podobają. Muzyka motywuje nas do działania i to jest najbardziej szczere i prawdziwe.“

LOV

Rok temu, o tej samej porze, zespół LOV jeszcze nie istniał. A gdy już powstał, odniósł zwycięstwo w programie „Nowa generacja”, wystąpił na festiwalu TOPtrendy, a teraz wydaje debiutancką płytę...

Premiera "Minus szum" odbędzie się 11 września 2009.

 

Talent poparty ciężką pracą sprawił, że to najgorętsza nazwa wśród młodych zespołów na polskiej scenie.

Zaczęło się dwa lata temu we Wrocławiu, od nienazwanego projektu Bartka Kapłońskiego (gitarzysta, realizator dźwięku, kompozytor m.in. przebojów Moniki Brodki) i Andrzeja Strzemżalskiego (wokalista, klarnecista, pianista, kompozytor muzyki do filmów niezależnych). „Trafiłem na koncert pierwszej kapeli Andrzeja” – wspomina Bartek. „Usłyszałem jeden numer, grali akurat cover i stwierdziłem że chłopak potrafi zaśpiewać po angielsku tak, że nie czuć obciachu, że jest w tym potencjał. Stwierdziłem, że warto coś razem zrobić, mimo że dzieliła nas różnica wieku. Na początku próbowaliśmy niezobowiązująco, aż w końcu zaczęło to przybierać konkretne kształty”. Bardzo konkretne – duet nagrał w profesjonalnym studiu cały materiał na płytę, ale... „Jak skończyliśmy, stwierdziliśmy że nie o to nam jednak chodziło. Nie chcieliśmy wydawać czegoś, co nie do końca spełnia nasze oczekiwania. Zamiast pracy w domu, postawiliśmy na stworzenie zespołu z prawdziwego zdarzenia”. Skład uzupełnili Paweł Rosiak (basista, który grał z Andrzejem we wspomnianym młodzieńczym zespole) i Bolek Wilczek (perkusista). „Granie na żywo, w cztery osoby, natychmiast daje pazur” – mówi Bartek. „Piosenki nabierają wspólnego sznytu wynikającego z osobowości muzyków. Nie ma tego, gdy pracuje się przy komputerze”.

Wiosną 2008 roku, niedługo po zebraniu składu, pojawiła się możliwość udziału w „Nowej generacji” – konkursie dla młodych zespołów na antenie TV4. Wtedy też powstała nazwa. „Musieliśmy jakoś podpisać zgłoszenie i zaczęliśmy wypisywać pomysły, co tylko człowiekowi przychodzi do głowy. LOV należała do ciekawszych propozycji, a ponieważ nie było czasu na jakiekolwiek konsultacje – wysłaliśmy zgłoszenie bez namysłu. Okazało się, że nazwa się sprawdziła. Jest krótka, intrygująca i dobrze się ją skanduje na koncertach” – opowiadają ze śmiechem (choć naprawdę koncerty dopiero przed nimi). Dodają, że wymyślony wyraz należy czytać fonetycznie: „low”. Zespół przygotował na konkurs własną kompozycję oraz energetyczną wersję „Kiedy byłem małym chłopcem” Breakoutów. Urzekł jury, przedzierając się przez kolejne etapy, aż do zwycięstwa. „Musieliśmy być niezwykle sprawni, bo na wszystko było bardzo mało czasu” – wspomina Bartek. „Tempo wykluczało zastanawianie – trzeba było iść za intuicją. Ważne, że mieliśmy cel i że dużo ze sobą przebywaliśmy: graliśmy pięć dni w tygodniu, po kilka godzin. Wykształciła się przyjacielsko-koleżeńska ekipa. Okazało się że pasujemy do siebie, że dobrze nam się pracuje. Program dał nam też potężny impuls wizerunkowy. Pokazaliśmy się, ludzie mogli się przekonać, że mamy swój styl, bo nawet robiąc covery przemycaliśmy coś swojego, zaskakującego”. Konsekwencją „Nowej Generacji” był występ na TOPtrendach i otrzymana tam nagroda jury. Wiązała się z tym też niezależność finansowa i artystyczna. Mając opłaconą sesję nagraniową, bez żadnych nacisków i sugestii, zespół wszedł do studia w Radiu Gdańsk, by nagrać piosenki pod okiem uznanego producenta, Tomasza Bonarowskiego. „Zaczęliśmy pracować po TOPtrendach, całość powstała w 9 miesięcy” – mówi Bartek. „Chcieliśmy, żeby materiał powstał szybko, szkoda było zmarnować medialny potencjał. Poszło sprawnie. Dzięki zespołowej pracy mieliśmy dobrze opanowane piosenki – mogliśmy nagrywać w studiu na tzw. setkę. Podstawowe instrumenty tworzyły trzon do którego dokładaliśmy tylko drobiazgi. Chodziło o przeniesienie klimatu znanego z występów w ‘Nowej Generacji’, żeby to miało charakter, bez producenckich sztuczek”. Powstała muzyka wykraczająca poza stylistyczne podziały. Andrzej: „Skoro gramy na gitarach, tłuczemy w bębny i czasem się wydzieramy, to na pewno jest to rock’n’roll. Natomiast jeśli chodzi o konstrukcję piosenek, spoglądamy na rozwiązania popowe. W dobrym znaczeniu tego słowa – nie plastikowym, z jakim pop kojarzy się w Polsce”. Bartek, który skomponował wszystkie piosenki, uzupełnia: „Kompozycje powstają najpierw na gitarę akustyczną i wokal. Już na tym etapie piosenka musi być na tyle nośna, żeby jej się fajnie słuchało. Dopiero potem dobudowywana jest cała reszta. Cały czas dbamy o melodie – nawet na etapie miksu one wysuwają się na pierwszy plan”. Piosenki na płycie „MINUS SZUM” wyróżniają się spójnością stylistyczną i aranżacyjną. To zaleta tworzenia w zwartym czasie. Są przy tym odpowiednio zróżnicowane – znajdą się tu numery do poskakania i do przytulania. Wszystkim przyświeca przewodnia myśl, którą muzycy z przymrużeniem oka określają: „romantyzm z niewielkim dodatkiem melancholii”. Najlepszym przykładem jest pierwszy singel, „Wiem”... „Staramy się mówić o sprawach między ludźmi” – mówi Bartek, który napisał tekst. „O tym, że próbujemy sobie poradzić na świecie, a nie do końca nam się to udaje. Przeważnie bierze się to stąd, że komplikacje rodzą się w naszej głowie. Sami sobie przeszkadzamy w osiągnięciu szczęścia i zadowolenia. Namawiamy do tego, żeby samemu zrobić coś ze swoim życiem, a nie zrzucać winę na okoliczności, na los”. Równie urzekająca jest nastrojowa piosenka „O obrotach ciał”. „Romantyczna rzecz, powinna spodobać się dziewczynom. Mówi o tym, że spotykamy się z drugą osobą, chcemy się jak najbardziej zbliżyć, stać drugą połową jabłka... Ale tak naprawdę nie jest to osiągalne. Każdy z nas jest z innej planety. Dzielą nas miliony lat”. W „Wiem” słychać z kolei ciekawe, komputerowe metafory. Nic dziwnego u zespołu, który wypracował pozycję na portalu MySpace. Bartek: „Lubię, żeby w tekście było coś aktualnego, teraźniejszego. Piosenki z użyciem wzniosłych, archaicznych słów wydają mi się wydumane. Ja nie unikam słów prostych, potocznych, towarzyszących nam na co dzień. Nie udaję natchnionego poety”. Przykładem językowej inwencji jest też mocniejsza brzmieniowo, [„O T O N I E A”]. „To piosenka o tolerancji. Trudno człowiekowi zaakceptować, że wszyscy nie są tacy sami jak on. A jeśli trochę odpuścimy, może nas czekać miła niespodzianka... Przyszło mi do głowy żeby spersonifikować dwie litery alfabetu, nadać im ludzkie cechy, stworzyć przeciwstawne postaci”. Poza Bartkiem teksty pisze Andrzej, nie unikając (jak w „Feng Shui”) osobistych doświadczeń.

Po premierze płyty (sierpień/wrzesień 2009) zespół zamierza spotykać się z fanami na koncertach. Biorąc pod uwagę fakt, że zdobył ich już dziesiątki tysięcy wyłącznie za sprawą telewizji i Internetu – rok 2009 będzie należał do LOV.

 

foto: Rafał Masłow QL Music

 

Janusz Panasewicz

25 lat na scenie, kilkanaście płyt, dziesiątki przebojów, wyrazisty image... Może się wydawać, że Janusz Panasewicz – wokalista Lady Pank – jest postacią, o której wiadomo wszystko. Czas zrewidować to przekonanie.

 

Pierwszy solowy album odsłania zupełnie nowe oblicze artysty.

„Nie ma tu zwariowanych riffów, ostrego grania” – mówi Panasewicz. „Polega to bardziej na klimatach. Widziałbym tę płytę jak zbiór opowiastek. Jakbym siedział gdzieś przy barze, z papierosem, ze szklaneczką czegoś przyjemnego, i opowiadał przyjacielowi krótkie historie z obserwacji lub osobiste”.

Słowo „osobiste” stanowi klucz do zawartości albumu. Janusz pisze teksty nie od dziś. Jest autorem wielu hitów Lady Pank (m.in. „Znowu pada deszcz”, „Młode orły, „Słońcem opętani” „Na granicy”).

Tym razem mógł jednak w pełni ujawnić swój talent. „Przy pisaniu dla Lady Pank musiałem pamiętać o stylu zespołu. Nie mogłem przegiąć, zagłębiać się w osobiste historie. Teraz nie mam żadnych ograniczeń, sam za wszystko odpowiadam, pod własnym nazwiskiem mogę sobie na wiele pozwolić. W tekstach zespołu, tekstach Andrzeja Mogielnickiego, często chodziło o to, żeby przywalić, żeby było walecznie. Chciałem spróbować czegoś innego. 25 lat śpiewania o małpach… Czasem trzeba o ludziach” – śmieje się wokalista.

Już pierwszy singel, „Po co słowa”, zwraca uwagę wyjątkowo intymnym podejściem. Okazuje się, że to jak najbardziej naturalne. Drapieżny Panasewicz to w dużej mierze stereotyp... „Ja z natury jestem, powiedziałbym, romantyczno-melancholijny” – deklaruje muzyk. Wywołany został nastrój, człowiek łapie bardziej refleksyjny stan ducha... ‘Po co słowa’ to jedna z wielu piosenek o uczuciach. Ludzie bez przerwy do siebie mówią, a słowa są tak naprawdę niepotrzebne. Jeżeli ktoś czuje bliską osobę, to czasami nawet wstydzi się pewne rzeczy powiedzieć. Druga strona powinna je przecież zrozumieć, instynktownie, patrząc w oczy”.

 

Muzyczne oblicze płyty: akustyczne gitary, fortepian, nastrojowy śpiew... „Głos wytyczył kierunek, wtedy wszystko się wyjaśniło” – mówi producent, Bodek Kowalewski (ex basista Maanamu). „Janusz zaśpiewał z taką melancholią, że zaczęliśmy zmieniać aranżacje utworów. Narzucało się, że muszą być inne, eleganckie” – uzupełnia współproducent, Grzegorz Jędrach (gitarzysta Goya). Dwaj muzycy są właścicielami STUDIA „Kopalnia dźwięków i fonii”, w którym zarejestrowano materiał. Kowalewski: „Mieliśmy komfort nie liczenia się z zegarem. On był dla nas, nie dla kasy”. Praca ruszyła równocześnie z powstaniem studia, na początku 2008 roku.

„Znam się z Bodkiem od zawsze, od czasów, kiedy zaczynał Lady Pank i Maanam. Razem graliśmy, ale też spotykaliśmy się towarzysko” – mówi Panasewicz. „Towarzystwo to podstawa. Żeby mieć band, musisz się dobrze czuć, inaczej nic nie wyjdzie, nie ma mowy. Bodek zaproponował mi kilka lat temu w domowym zaciszu jakieś wstępne kawałki... Potem przenieśliśmy się do sali prób. Byli inni muzycy i klasyczne gitarowe granie, trochę rhythm’n’bluesowe. Odłożyliśmy to, a potem dostałem te kompozycje w nowych aranżacjach: smyk, fortepian, akustyczna gitara... Słuchając ich zacząłem pisać w taki a nie inny sposób…”

Wśród kompozytorów poza producentami są Piotr Nalepa (grał w poprzednim wcieleniu solowego składu), Piotr Winnicki (Porter Band, uczestniczył w obecnych nagraniach), jest też piosenka Krzysztofa Kieliszkiewicza z Lady Pank. Kowalewski i Jędrach nagrali w studiu partie gitar i basu, poza tym udzielają się Łukasz Dudewicz (bas), Rafał Gorączkowski (instrumenty klawiszowe) – obaj z grupy Goya.

Lekko soulowym podejściem urzeka „Obudź się”: „Rzecz opowiada o dwojgu ludzi, którzy niby są ze sobą, ale nie widzą, nie dostrzegają siebie. Numer jest o tym, żeby się obudzić, popatrzeć jak to wszystko się kręci.

Piosenka „Blue” zaskakuje klimatem swingowym. „Lubię takie rzeczy. Fajnie się ich słucha w wykonaniu Nat King Cole’a, ale dla rockowca to trudna rzecz do zaśpiewania” – ujawnia wokalista. Dramatyczne miłosne wyznanie słychać w „Zapomniałaś, że...”. Panasewicz komentuje krótko: „Jak w każdym związku – raz jest lepiej, raz gorzej”. Piosenka „Nadzieja się nie kończy”, z piękną partią smyków, dotyczy z kolei spraw bardziej ogólnych: „Chciałem się tu sprzeciwić sytuacjom, które mnie bez przerwy dotykają. Świństwa, brud, niefajne informacje… Ludzie, którzy mają jako-taką wrażliwość chcą od tego uciec”.

 

Janusz Panasewicz zadebiutował na scenie jeszcze jako uczeń liceum, w 1973 roku. Prawdziwą karierę datuje jednak od 1982 roku, gdy stanął przy mikrofonie w Lady Pank. Jednej z najważniejszych grup polskiego rocka, z dziesiątkami przebojów na koncie (m.in. „Mniej niż zero”, „Zamki na piasku”, „Tańcz głupia tańcz”). Wokalista nie unikał udziałów gościnnych – śpiewał w charytatywnym projekcie Nasz Wspólny Świat (1987), z Piotrem Zanderem (1988), Krystyną Prońko (1990) czy Robertem Gawlińskim (1997). Dał się też poznać jako aktor, grając jedną z głównych ról w filmie „Nic” Doroty Kędzierzawskiej (1998), a ostatnio epizod w popularnym serialu „39 i pół”.

Solowy album to zwieńczenie, i zarazem otwarcie nowego rozdziału, jego kariery. „Od początku chciałem, żeby to było zupełnie inne od Lady Pank” – mówi. „Janek Borysewicz oferował się nawet, że może skomponować kilka numerów, ale powiedziałem ‘Bardzo dziękuję, cenię cię jako gitarzystę, ale masz tak charakterystyczne zagrania, że to natychmiast skojarzy się z Lady Pank!’ Jest mnóstwo artystów, którzy wydają solową płytę, a w zasadzie cały czas słuchasz ich zespołu... Jaki jest sens? Mi chodziło o zupełnie inną wypowiedź, w zupełnie innych klimatach”.

Zupełnie nowych klimatów należy spodziewać się też na koncertach. Niebawem ruszy trasa promująca. Twórcy płyty zapowiadają wyjątkowe występy, w specjalnej oprawie, w kameralnych salach. Januszowi Panasewiczowi towarzyszyć będzie na żywo ekipa młodych, zdolnych muzyków.


galeria »

Pectus

PECTUS powstał wiosną 2005 w Rzeszowie.

Zespół jest finalistą 44 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej "Debiuty" Opole 2007, zdobywcą Grand Prix

Międzynarodowego Festiwalu Piosenki "Carpathia Festival" Rzeszów 2006.

W styczniu 2007 zespół wydaje promocyjny mini-album, na którym znalazło się pięć autorskich utworów. W

nagraniu materiału pomagali Wojtek Horny (O.N.A. Chylińska), Zbyszek Jakubek (Walk Away,

R.Rynkowski).

Kolejne nagrania zespołu powstają przy współpracy z producentem Tomkiem Bonarowskim. Jako jeden z

pierwszych utworów wyprodukowany został m.in. "To, co chciałbym Ci dać", który stał się ogromnym

przebojem w 2008 roku. W sierpniu 2008 Pectus zdobywa SŁOWIKA PUBLICZNOŚCI podczas Sopot

Festival. Od tego momentu kariera zespołu nabiera tempa. Piosenka "To, co chciałbym, Ci dać" staje się

jednym z najczęściej granych utworów w polskich stacjach radiowych. Rusza praca nad debiutanckim

albumem, który ukazuje się 27 lutego 2009 roku. Album zawiera 11 utworów. Wszystkie kompozycje i

teksty są autorstwa Tomka Szczepanika. Producentem płyty jest Jasiek Kidawa współpracujący wcześniej z

Wilkami, Feel, Małgorzatą Ostrowską i wieloma innymi artystami. Debiutancki album „PECTUS” jest

dopracowany pod względem brzmieniowym i kompozytorskim. To porcja gitarowej muzyki, w której nie

brakuje melodii, a charakterystyczny wokal Tomka uzupełnia to we wspaniały sposób. Praca nad płytą trwała

długo, gdyż zespół walczył o każdy dźwięk i artystyczną tożsamość. Miała powstać płyta "pectusowa" i taka

jest.

Kolejny singiel „Jeden moment” ugruntowuje pozycję zespołu i rozwiewa wszelkie wątpliwości, co do

przyszłości zespołu PECTUS. Piosenka przez wiele miesięcy króluje na wszelkich listach przebojów i

zajmuje pierwsze miejsce wśród polskich przebojów najczęściej prezentowanych w radio. Na koncert

zespołu PECTUS przychodzą tłumy. Zespół nie spoczywa jednak na laurach i pracuje jescze ciężej niż do tej

pory.

Rok 2009 okazał się dla zespołu bardzo szczęśliwy. Podczas 46. Sopot Festival 2009, zespół Pectus odebrał Złotą Płytę za debiutancki album, który od dnia premiery sprzedał się w ponad 15 tysiącach egzemplarzy. W czerwcu tego roku podczas Opolskiego Festiwalu w konkursie PREMIER Pectus za piosenkę "Życie na dystans" otrzymał Brązową Premierę. Opolski Festiwal przyniósł również Superjedynkę w kategorii Debiut Roku. Koniec roku, to udział Tomka Szczepanika w projekcie "Kalendarz Dżentelmeni 2010", gdzie zaśpiewał w duecie z Andrzejem Grabowskima, a akcja charytatywna nazywa się "Stop bosym stopom" i ma na celu zakup butów dla biednych dzieci.

Obecnie trwają prace końcowe nad drugim albumen. Od lipca na antenie rozgłośni w całym kraju można usłyszeć najnowszy singiel pt. "Oceany". Premiera płyty przewidziana na 27 września 2010.

Monika Brodka

Jeszcze na długo przed pojawieniem się Brodki na rynku fonograficznym wiadomo było, iż będzie to wyjątkowe wydarzenie. Pomimo młodego wieku jest postacią na tyle wyrazistą, że trudno jest ją wtłoczyć w którykolwiek ze stereotypów: „artystki z gór”, „Idola”, „młodej debiutantki w świecie showbiznesu”.

Z gór Brodka wyniosła muzyczną wrażliwość i zadziorny charakter – potrafi walczyć o swoje i konsekwentnie dążyć do celu.

W 2004 r. wygrała pierwszą nagrodę w trzeciej edycji programu "Idol", zdobywając 69% głosów. W tym samym roku ukazała się jej debiutancka płyta pt. "Album", zawierająca wersje starych przebojów soulowych oraz nowe utwory, których była współautorką. Single z tej płyty to "Ten" i "Dziewczyna mojego chłopaka". Płyta została sprzedana w liczbie 35 tys. egzemplarzy, co dało jej status złotej.

W grudniu 2004 Monika otrzymała nominację do nagrody "Paszport Polityki" w kategorii "Estrada" oraz do Fryderyków 2004 w kategorii – Nowa Twarz Fonografii, Wokalistka Roku oraz Album Roku. Rok później otrzymała nagrodę Eska Music Awards 2005 w kategorii Debiut roku.

10 czerwca 2005 wygrała w głosowaniu widzów konkurs Opolskie Premiery, otrzymała także nagrodę słuchaczy Jedynki Polskiego Radia oraz nagrodę muzycznego programu Telewizyjnej Jedynki "Stratosfera". Drugiego dnia Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej – Opole 2005 została wyróżniona statuetką plebiscytu Superjedynki w kategorii debiut.

20 listopada 2006 roku ukazała się druga płyta wokalistki - "Moje Piosenki", która tak jak poprzednia osiągnęła status złotej.

Pomimo młodego wieku artystki, album jest niezwykle dojrzały. Brodka zachwyca wszystkich wrażliwością i świeżością muzyczną, a przede wszystkim wspaniałym głosem.

Monika znana jest także z doskonałego gustu i wyczucia w modzie. Tytuły „Newsweek” i „Viva” ogłosiły ją Najlepiej Ubrana Kobietą 2009 roku

Ostatnie projekty muzyczne w jakich wzięła udział Monika Brodka to płyta „Tesla” grupy Silver Rocket gdzie zaśpiewała utwór „Niagara Falls” oraz „Piosenka z głowy” (muzyka: Marcin Macuk) do serialu TVN „Brzydula”. Realizując swoją pozamuzyczną pasję Brodka ukończyła w 2008 roku Akademię Fotografii.

Obecnie Brodka pracuje nad swoją kolejną płytą która ma ukazać się jesienią 2010 roku. Pierwszy singiel z tej płyty trafi do rozgłośni radiowych już wkrótce.

 

Piotr Polk

premiera: 02.06.2008

 

„What a wonderful world”, „Always On My Mind”, „Fly me to the moon”. Najbardziej klasyczne z klasycznych utworów, jakie wydała muzyka rozrywkowa. Kwintesencja stylu, smaku, elegancji... Cech, które bliskie są Piotrowi Polkowi. „Nie chcę odkrywać Ameryki” – deklaruje śpiewający aktor, który wziął te, i inne, standardy na warsztat. „Skoro zyskałem okazję nagrania płyty, chciałem zaśpiewać takie piosenki, jakich lubię słuchać. W takim rytmie bije po prostu moje serce. Chwilowe trendy przychodzą i odchodzą, ale nasze ucho wciąż pragnie wytchnienia, spokoju, kultury”.

Piotr zajmuje się piosenką niemal od początku swojej kariery. Do świadomości Polaków brawurowo wdarł się jednak jesienią ubiegłego roku. Stanął wtedy na podium w drugiej edycji muzycznego show telewizji Polsat, „Jak Oni śpiewają”. „Te cztery miesiące to była potężna lekcja cierpliwości, wytrwałości i odporności. Program znów wciągnął mnie w śpiewanie” – wspomina Polk, który w ostatnich latach koncentrował się na aktorstwie (choćby w serialach „Samo życie”, „Oficer” czy „Codzienna 2 m. 3”). „Rodzaj piosenek, które wykonywałem był mi raczej obcy. Jestem wychowany na interpretacji tekstów, na smakowaniu muzyki, a tu leciały hiciory, że aż grzmiało... Emocje sprawiły, że straciłem parę kilogramów, nabrałem jednak dystansu i jeszcze bardziej utwierdziłem się w gustach. Pozwoliło to wybrać na płytę naprawdę bliski mi materiał”.

Ten „bliski materiał” to połączenie ulubionych standardów, utworów wyszperanych w przepastnej, domowej płytotece (dominuje jazz i swing), ale i rzeczy które same się nasuwały. Jak „Smile” Charliego Chaplina, kompozycji z filmu „Dzisiejsze czasy”... „Słyszałem ją kiedyś, potem o niej zapomniałem, a ostatnio wciąż do mnie w różnych miejscach wracała. Nie jestem przesądny, lecz stwierdziłem, że coś w tym musi być. I zająłem się nią” – mówi Piotr. W zestawie wyróżnia się też „All The Way”, spopularyzowana przez Franka Sinatrę: „On to zaśpiewał bardzo prywatnie – tu sobie chrząknie, tu popije... Ale ta wersja bardzo mi się spodobała, inspirowała mnie. To piękna piosenka i bardzo moja. Gdybym mógł, sam napisałbym taki tekst”. Powyższe utwory są nastrojowe, co nie znaczy że płyta składa się wyłącznie z takich. „Jest tu kilka mocnych, bigbandowych numerów, jak ja to mówię – po byku” – śmieje się Piotr wymieniając „L-O-V-E”, który śpiewał Nat King Cole.

W zestawie nie zabrakło kompozycji premierowej, „Friends”, z gościnnym udziałem Wojciecha Malajkata i Zbigniewa Zamachowskiego. „Płyta ma być wyrazem mojego stylu i mojego systemu wartości. Wartością bezwzględną jest przyjaźń. Postanowiłem zaprosić moich przyjaciół – Wojtka i Zbyszka. Oni reprezentują fajny gust, znamy się tyle lat... Niech to zostanie utrwalone” – tłumaczy Piotr. „Utwór utrzymany jest w klimacie pozostałych. To stylizacja i zarazem żart muzyczny”. Tekst napisała Maggie W. Wright (pseudonim kryjący bardzo ważną dla Piotra osoba), autorka „Klubu Hipochondryków”, cyklu spektakli, z którymi aktorzy występują w warszawskim Teatrze Syrena. Muzykę do piosenki „Friends” skomponował Wiesław Pieregorólka.

Pieregorólka – uznany kompozytor, producent i aranżer odegrał w powstawaniu płyty wielką rolę. Polk powierzył mu pieczę nad kształtem materiału: „Na naszym rynku niewielu jest aranżerów, którzy potrafiliby połączyć big band z orkiestrą, chórkami. Wiesiek, wytrawny jazzman, potraktował to jako wyzwanie. Pracowało się fantastycznie. Mam do niego pełne zaufanie. On wybierał muzyków, miejsce nagrywania i tak dalej... Okazało się w dodatku, że jest moim krajanem, Ślązakiem, co jeszcze bardziej zbliżyło nas do siebie”.

Panowie spędzili dziesiątki godzin i wypili morze kawy na „próbach stolikowych”. Słuchali różnych wykonań kompozycji, omawiali aranżacje, Piotr improwizował partie wokalne... „Pokutuje błędne rozumowanie, że jak się nagrywa covery, trzeba to zrobić zupełnie inaczej” – deklaruje. „Wybrałem rozwiązanie w pół drogi. Moja wrażliwość dyktuje nieco inne podziały, tempo i tak dalej – jest to na pewno inne od oryginałów. Zachowałem jednak ich ducha, podszedłem do sprawy z szacunkiem. Wiesiek świetnie wyczuł moje intencje: z jednej strony delikatność, z drugiej żart, lekki dystans”.

Takie podejście do muzyki Piotr wyniósł z domu. Jego ojciec grał na akordeonie, dziadek na tubie... Ten pierwszy namówił syna, by zapisał się do szkoły muzycznej. Wymagało to poświęceń – dojeżdżania pociągiem z rodzinnych Kalet (miasteczko 25 kilometrów na południe od Częstochowy) do Lubińca – i wytrwałości. „Nie mogłem się do tej nauki przekonać, nie podobało mi się zwłaszcza, że nie można grać z głowy, tylko trzeba zgłębiać nuty. Wytrwałem jednak do końca, zdobywając umiejętności gry na fortepianie, akordeonie, gitarze i perkusji”. Równocześnie Polk uczył się w technikum elektrotechnicznym, gdzie przekonał dyrekcję do stworzenia zespołu rockowego, dla którego uczniowie samodzielnie wykonają sprzęt. „Zespół nazywał się Boss, graliśmy własne kompozycje. Niestety, daliśmy tylko dwa koncerty. Drugi zakończył się zapaleniem świateł, wpadła milicja, bo ktoś komuś ukradł torebkę. Tak się skończyła nasza kariera”.

Po skończeniu szkoły średniej myślał, że muzycznych umiejętności nie wykorzysta, ale przydały mu się w wybranym zawodzie. W 1986 roku ukończył studia w Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Na przełomie lat 80. i 90. współpracował z Agnieszką Osiecką, biorąc udział – wraz z Ewą Błaszczyk – w kilkunastu odcinkach telewizyjnego programu „Sentymenty”. „Każdy wymagał wykonania kilku piosenek, niektóre z nich trafiły na płytę ‘Pięć oceanów’” – wspomina. Współpracował poza tym z Jerzym Satanowskim w Teatrze Nowym w Poznaniu, brał udział we wrocławskim Festiwalu Piosenki Aktorskiej, śpiewał w kabarecie Jana Pietrzaka, przygotował dla telewizji trzy recitale: piosenki angielskiej, francuskiej i niemieckiej (biegle posługuje się językami obcymi)...

Jak mówi – scena to jego żywioł, o czym można się będzie przekonać na koncertach związanych z promocją albumu. „Podchodzę do tego jak do przygody” – podsumowuje. „Wiem, że mam inny zawód, nie jestem wokalistą, płyta nie jest moim być albo nie być. Ufam, że ten wewnętrzny spokój jest wyczuwalny. A jeśli moja wrażliwość spotka się z wrażliwością innych ludzi, z przyjemnością pójdę dalej tą drogą”.


galeria »

Łukasz Zagrobelny

Łukasz Zagrobelny. Z wykształcenia dyrygent chóralny, z zamiłowania wokalista fantastycznie dyrygujący własnym głosem.

W 1998 zauważony i doceniony przez Elżbietę Zapendowską na jednym z festiwali, zostaje zaproszony na prowadzone przez Nią i Andrzeja Głowackiego warsztaty wokalne.

Rok później, już w gronie debiutantów Festiwalu Opolskiego śpiewa niezwykle trudną piosenkę z repertuaru Mietka Szcześniaka „Przyszli o zmroku” Koncert prowadzi Natalia Kukulska, która niedługo później zaprasza Łukasza do śpiewania chórków w Jej zespole.

Ich współpraca i przyjaźń, trwa do dziś. Łukasz wspierał wokalnie również takich artystów, jak Maryla Rodowicz czy Ryszard Rynkowski. Śpiewał też w chórkach w wielu programach telewizyjnych, m.in. „Show Time” oraz „Idol”.

Od 2000 Łukasz związany był z Teatrem Muzycznym Roma, gdzie wystąpił w „Miss Saigon”, „Grease”, „Kotach”, „Tańcu Wampirów” i „Akademii Pana Kleksa”.

W 2007 roku spełniło się największe marzenie Łukasza – wydał swój solowy album „Myśli warte słów”. Jego producentami są Piotr Siejka i Szymon Sienko, Muzycy biorący udział w sesjach to absolutny top, m.in. Michał Dąbrówka, Piotr Żaczek, Marcin Majerczyk oraz Piotr Siejka, który jest też kompozytorem większości utworów. Promujące album single „Nieprawda” oraz „Życie na czekanie” stały się hitami i do dziś doskonale radzą sobie na listach przebojów. W 2007 Łukasz wystąpił również w finale konkursu Sopot Festival 2007.

Rok 2008 zaczął się niezwykle obiecująco. Łukasz w duecie Eweliną Flintą nagrał piosenkę promującą film P. Wereśniaka pt. „Nie kłam kochanie”.Utwór „Nie kłam, że kochasz mnie” stał się wielkim hitem.

Początek 2008 roku dla Łukasza również zasłużona nominacja do Fryderyka 2008 w kategorii Nowa Twarz Fonografii, w pełni zasłużona nagroda ESKA Music Awards w kategorii Artysta Roku,oraz Superjedynka za duet z Eweliną Flintą "Nie kłam, że kochasz mnie"

W połowie lipca ukazała się reedycja albumu " Mysli warte słów".

Ważnym wyróżnieniem dla Łukasza było 3 miejsce na Festiwalu Krajów Nadbałtyckich w Karlshamn oraz Nagroda Publiczności zdobyte wraz z Eweliną Flintą za utwór "Nie kłam,że kochasz mnie".

Po nim duet Łukasza z Eweliną nagrodzony został 2m. miejscem na Telekamerach w kat.Muzyka oraz Viva Comet za Dzwonek Roku.

24 października odbyła się premiera słynnego filmu High School Musical 3, który promowała piosenka "Ty i Ja" nagrana przez Łukasza w duecie z Hanią Stach. Tego samego dnia na rynku ukazał się soundtrack z filmu

zawierający oczywiście utwór "Ty i Ja".

Łukasz użyczył również głosu głównemu bohaterowi HSM Troyowi, granemu przez Zaca Efrona.

Jak dotąd soundtrack z High School Musical 3 pokrył się podwójną platyną.

Premiera drugiego solowego albumu Łukasza „Między dźwiękami” odbyła się 24 kwietnia 2009.

Album promował singiel "Jeszcze o nas" z muzyką Piotra Siejki i tekstem Karoliny Kozak i Łukasza Zagrobelnego.

Kolejnym singlem wybrany został „Mówisz i masz”.

Trzeci singiel „Przyjdzie czas” trafił do stacji radiowych 30 listopada.

www.lukaszzagrobelny.com

www.zagrofans.pl


galeria »

Ala

Na jesieni 2007 roku ukazał się jej debiutancki, solowy album „Higher”, który stworzyła wspólnie z Jackiem „Perkozem” Perkowskim, ex gitarzystą T. Love. Mimo młodego wieku ma za sobą spore doświadczenie – występowała w popularnym młodzieżowym zespole. Ala zdobywała szlify w szkole muzycznej w klasie fortepianu i fletu. Od najwcześniejszych lat była otwarta na muzykę, na różne jej oblicza. Gdyby chcieć określić styl muzyczny płyty należy przywołać nowoczesny rock, obudowany nowymi, elektronicznymi brzmieniami, trochę zadziornego ska i trochę …reggae.

 

Na przełomie 2009 i 2010 roku piosenki z albumu „Higher” zarówno w wersji oryginalnej, po angielsku, jak i z nowymi polskimi tekstami trafiły do nowego serialu TVN „Majka”. Muzyka Ali będzie towarzyszyła serialowi przez wszystkie 190 odcinków, aż do finału w paździrniku 2010.

„Majkę” promuje piosenka „Nie pytaj”, która jest coverem słynnego hiszpańskiego utworu „Porque te vas” (w orginale znalała się na scieżce dźwiękowej do filmu Carlosa Sury „Nakarmić kruki”).

 

W kwietniu 2010 ukazała się płyta „Majka – piosenki z serialu i nie tylko”, na której znalazło się 5 piosenek Ali Boratyn, w tym przebojowy „Nie pytaj” oraz „SMS”.

 

W serialu „Majka” pojawiło się również 6 zupełnie nowych, premierowych utworów Ali, które stworzyła w wspólnie z gitarzystą Jackiem Perkowskim. Piosenki te znajdą się również na drugim albumie młodej wokalistki, który ukaże się w październiku 2010, w dniu zakończenia serialu.


galeria »